Czym w PZPN zajmuje się Polish Sport Promotion? Bo chyba nigdy to nie zostało tak do końca wyjaśnione.

Reklama

Z PZPN mamy typową umowę na usługę PR-ową, czyli odpowiadamy za komunikację zewnętrzną i wewnętrzną w związku, organizujemy biura prasowe. Dodatkowo doradzamy i pomagamy Grzegorzowi Lacie, jak prezentować się i współpracować z mediami.

Jak to wyglądało – pewnego dnia przyszedł do pana Lato i powiedział: „Tomek, ratuj, bo wizerunkowo jest kiepsko”?

Nie. Zaczęliśmy współpracę z prezesem przed wyborami, prowadziliśmy z nim treningi PR-owo-marketingowe. Po wygranych wyborach mieliśmy kilka pomysłów na poprawę wizerunku związku i tak rozpoczęła się nasza współpraca. Niektórzy uważają, że to niepotrzebne, szczególnie dziennikarze, traktując PZPN jako bezgraniczne zło. My nie mówimy, że wszystko jest dobre, ale że jest dużo dobrego. Dlatego będziemy się starali przekonywać ludzi do tych dobrych aspektów PZPN i jego pracowników, a złe eliminować.

Treningi PR-owe ma tylko Lato czy także niektórzy działacze?

Szkoleń dla działaczy jeszcze nie ma, ale są takie w planach. Na razie udzielamy porad Grześkowi, kontaktujemy się z nim bezpośrednio.

Lato bardzo się zmienił dzięki wam na przestrzeni roku?

Moje subiektywne zdanie jest takie: zmieniło się sporo. Ze względu na swoją funkcję musiał zacząć nosić krawat i chodzić codziennie w garniturze. Jest bogatszy merytorycznie. Jeśli ktoś nie zna tematu, to lawiruje. A on dzięki doświadczeniu zaczął bardzo dobrze orientować się w wielu sprawach. Prezes ma swoją wizję. Oczywiście jak każdy człowiek czasami lepszą, a czasami gorszą, ale jest konsekwentny. Przyjmuje argumenty, szybko się uczy i potrafi przyznać się do błędów w konfrontacji z racjonalnymi argumentami.

czytaj dalej

Długo pan pracował nad tym nowym wizerunkiem Laty: ładniejszy garnitur, lepsze wysławianie się, szerszy uśmiech?

Grzegorz się zawsze uśmiechał. A co do wysławiania się, to niektóre jego przypadkowe sformułowania były celowo wykorzystane przeciwko niemu. Zamierzamy go trochę odciążyć od dziennikarzy, bo ma naprawdę dużo pracy. Gdyby każdy dziennikarz chciał go o coś pytać, to on by nic innego nie robił, tylko odpowiadał na pytania. Chcemy, aby był takim dobrem ekskluzywnym – i zajął się zarządzaniem.

Lato – dobro ekskluzywne?

W sensie takim, że on nie ma być na każde zawołanie dla wszystkich. Nie może być tak, że każdy sobie zadzwoni z ulicy i porozmawia z prezesem. Bo Grzegorz jest taki, że się często otwiera przed ludźmi. Nie powinien tak robić.

Kiedyś Lato mówił wszystko i o wszystkim. Teraz stara się ważyć słowa. To też efekt współpracy z panem?

Dziennikarze, zamiast potraktować niektóre jego żarty rzeczywiście jak żart, robili sobie jaja. Każdy ma jakieś nawyki językowe. Jeśli dziennikarz ma cytować wszystko, każde wyrażenie podczas swobodnej, prywatnej rozmowy z prezesem, to taka komunikacja nie ma sensu. Lato na początku nie zmieniał podejścia do dziennikarzy, których zna od lat. Oni wykorzystywali to przeciwko niemu. Grzegorz teraz, zanim coś powie, to przeanalizuje, zaczerpnie opinii.

Czyli dbacie o wizerunek PZPN między innymi w ten sposób, że mówicie Lacie, aby przed wyrażeniem jakiejś opinii dwa razy się zastanowił. Jednak dziennikarz może przepytać na przykład Kazimierza Grenia i już nie będzie dobrego efektu.

Ludzie przyzwyczaili się do pewnej formy komunikacji, nikt tego nie stopował. Ktoś sam może tego nie zrozumieć, że obrady zarządu PZPN są wewnętrzną sprawą firmy. Przecież nikt za przeciek informacji nie wprowadzi kar cielesnych czy finansowych. To byłby absurd. Problem polega na tym, że przez wiele lat nikt nie wymagał od działaczy tej medialnej powściągliwości. Poza tym niektórzy wciąż chcą się poprzez media dowartościować, nie zdają sobie sprawy, że działają w ten sposób na szkodę firmy, w której pracują. Tu nie chodzi o hierarchię, tylko o to, że zanim ktoś coś powie ważkiego, niech to skonsultuje. Wcześniej jeszcze było tak, że działacze rozmawiali ze sobą poprzez media. Przykładem mogą być dyskusje prezesa Piechniczka z selekcjonerem. Cieszę się, że to się skończyło i problemy są rozwiązywane w cztery oczy, a media dostają jednolity, spójny komunikat.

czytaj dalej

Na Latę ma pan wpływ, a co z innymi działaczami, którzy zawsze palną coś głupiego?

Wszyscy muszą wiedzieć, kiedy i co mogą powiedzieć. Nikt nie chce im zamykać ust, ale musi być jakaś jednolita komunikacja w związku. Bo często jest tak, że dziennikarz dzwoni najpierw do jednego działacza, potem do drugiego, a potem jeszcze do kogoś. I myśli sobie: każdego podpuszczę z innej strony i będą takie jaja, że głowa mała.

I co pan stara się robić, żeby działacze nie dawali się podpuszczać?

Tego nie da się zmienić w kilka miesięcy. Trzeba z nimi rozmawiać, przekonywać, pokazywać, jakie są konsekwencje takich działań. Walczymy z tym, ale to są nawyki, wcześniej nikt od nich tego nie wymagał.

Wkrótce będzie tak, że działacz zanim coś powie, to odeśle do rzecznika prasowego?

Przez wiele lat było tak, że do nieważne jakiego działacza by się zadzwoniło, to każdy miał opinię na jakiś temat. Zamierzamy to usystematyzować. Żeby przekaz był jasny, chcemy, aby pierwszym źródłem informacji był rzecznik prasowy. Tak się dzieje w dużych firmach. Musi być pewna procedura. Każdy dział i pracownik ma swoje kompetencje.

Plany pan ma, ale może to wszystko na nic? Podobno poprawianie wizerunku PZPN to jak wskrzeszanie trupa.

Gdy dostaliśmy to zlecenie, potraktowałem je ambicjonalnie. Uważam, że w każdym człowieku jest coś, co można pozytywnie wykorzystać. I w działaczach, i w dziennikarzach. Działacze, głównie ci, którzy funkcjonują w strukturach UEFA, będą się dokształcać. Niestety, pewnie będą dominować komentarze, że to nieuki, więc muszą się douczyć. A nie mówi się, że fajnie, bo chcą coś więcej osiągnąć. To media kreują rzeczywistość. Skoro gazety piszą, że PZPN jest zły, to i kibice tak myślą. Ale w jakim sensie PZPN jest zły? Że korupcja jest? Teraz PZPN ją głośno potępia, współpracuje z prokuraturą. Że skarbnikiem jest były masażysta? Ja też byłem masażystą i nie mam z tym problemu. Dzisiaj jestem menedżerem. Są szkolenia, ludzie się ciągle kształcą. Że zarząd dał sobie podwyżki? Menedżerowie firm o przychodach porównywalnych z PZPN zarabiają więcej, a związek nie jest utrzymywany z pieniędzy podatników. Jeżeli przez dziesięć lat mówimy o czymś negatywnie, to łatwo do takiego tonu się przyzwyczajamy.

czytaj dalej



Eryk Mistewicz powiedział, że aby poprawić wizerunek związku, trzeba by zmienić wszystko: działaczy, płeć rzecznika, logo, nawet meble.

Chyba tak źle to nie jest. Płci rzecznika nie będziemy zmieniać, bo jesteśmy z niego zadowoleni. Z tego, co wiem, dziennikarze również. Lada chwila odświeżymy stronę internetową, pracujemy nad liftingiem logotypu. Siedziba również się zmieni, już nie będzie źle kojarzonej ulicy Miodowej. Równanie wszystkiego z ziemią to wciąż takie stereotypowe myślenie, trochę ograniczone. Bo ta kupa ludzi nazywana leśnymi dziadkami jest naprawdę potrzebna. Bez nich polski futbol w regionach by nie istniał. Często są to pracownicy społeczni. Wprowadzenie menedżerów nic tu nie zmieni, bo oni nie będą pracować tam w takich warunkach za takie pieniądze.

Marka o nazwie PZPN ile jest dzisiaj warta?

Ja bym jej dzisiaj nie wyceniał. Poczekałbym z tym rok. Mamy długofalowy plan, aby postrzeganie związku zmieniło się na lepsze. Potrzeba jednak na to czasu.

To prawda, że PZPN zapłacił Polish Sport Promotion za usługę 2 mln zł?

Chciałbym, aby tyle płacili, ale pracujemy za normalne stawki rynkowe.