Po raz pierwszy od 16 lat nie będzie Brazylii w finale mistrzostw świata. Dla kibiców to szok, hańba i wstyd. Ale dzisiejsza prasa zauważa, że Brazylii tak naprawdę w ogóle na mundialu nie było! Drużyna Carlosa Parreiry grała bez życia, bez radości i bez polotu. Po prostu nie po brazylijsku.
Dla brazylijskich kibiców przegrana z Francją i odpadnięcie z mundialu to nie tylko klęska. To narodowa hańba. Prasa nie zostawia na Parreirze suchej nitki. Zarzuca
mu się złą selekcję i doprowadzenie do katastrofy. "Co zrobiłeś przez trzy i pół roku?" - pytają dziennikarze z kraju kawy. Trener, zdaniem prasy, zrezygnował z brazyliany i zamiast złotej
drużyny marzeń stworzył... coś, czego nie można nazwać nawet zespołem! 11 ludzi biegających i kopiących piłkę w bliżej nieokreślonym celu...
Drugim kozłem ofiarnym jest Ronaldinho, czyli Ronaldo de Assis Moreira. Według prasy, największy przegrany mistrzostw świata. Wszyscy są zgodni, że grał on po prostu beznadziejnie: "apatycznie, miernie, nie umiał podejmować szybkich decyzji" - napisał dziennik "O Globo". Gazety określiły grę najlepszego piłkarza 2005 roku jako biurokratyczną, a nie artystyczną.
Piłkarze, na których treningi przychodziło po kilkadziesiąt tysięcy widzów, którzy dla wielu byli bogami, teraz muszą znosić obelgi i upokorzenie. Roberto Carlos musiał korzystać z pomocy ochrony, by dojść z hotelu do taksówki. Czekali na niego wkurzeni kibice, którzy wyzywali go i mieli ochotę zlinczować.
Brazylia przyjeżdżała do Niemiec jako mistrz świata, mistrz Ameryki i zwycięzca Pucharu Konfederacji. Jako zespół, który od dwunastu lat regularnie melduje się w finale. Po porażce z Francją ta drużyna przestanie istnieć. Nie dlatego, że nie będzie w stanie nic już wygrać. Po prostu nie chcą jej już oglądać kibice.
Drugim kozłem ofiarnym jest Ronaldinho, czyli Ronaldo de Assis Moreira. Według prasy, największy przegrany mistrzostw świata. Wszyscy są zgodni, że grał on po prostu beznadziejnie: "apatycznie, miernie, nie umiał podejmować szybkich decyzji" - napisał dziennik "O Globo". Gazety określiły grę najlepszego piłkarza 2005 roku jako biurokratyczną, a nie artystyczną.
Piłkarze, na których treningi przychodziło po kilkadziesiąt tysięcy widzów, którzy dla wielu byli bogami, teraz muszą znosić obelgi i upokorzenie. Roberto Carlos musiał korzystać z pomocy ochrony, by dojść z hotelu do taksówki. Czekali na niego wkurzeni kibice, którzy wyzywali go i mieli ochotę zlinczować.
Brazylia przyjeżdżała do Niemiec jako mistrz świata, mistrz Ameryki i zwycięzca Pucharu Konfederacji. Jako zespół, który od dwunastu lat regularnie melduje się w finale. Po porażce z Francją ta drużyna przestanie istnieć. Nie dlatego, że nie będzie w stanie nic już wygrać. Po prostu nie chcą jej już oglądać kibice.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|