W pierwszej próbce krwi Amerykanina wykryto niedozwoloną substancję. To jeszcze nie przesądziło sprawy, ale rzuciło cień podejrzenia na tryumfatora wyścigu dookoła Francji. Landis nie przyznaje się do winy - twierdzi, że podwyższony poziom testosteronu jest u niego normalny.
Ale Amerykanin nikogo nie przekonał, bo nie zwrócił się o przeprowadzenie jeszcze jednego badania. Zamiast niego uczyniła to w poniedziałek Międzynarodowa Unia Kolarska. Badanie drugiej próbki przeprowadzi to samo laboratorium w Chatenay-Malabry pod Paryżem, które wykryło doping u Amerykanina.
Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że testosteron w organizmie Floyda Landisa to po prostu efekt szprycowania się Amerykanina, a nie naturalna reakcja organizmu. Działacz UCI poinformował, że dodatkowe badania wykazały sztuczne pochodzenie niedozwolonego środka.
Jeżeli badania drugiej próbki krwi dadzą taki sam wynik jak pierwszej, Landisowi grozi nie tylko odebranie tytułu zwycięzcy wyścigu, ale i dwuletnia dyskwalifikacja.