Sponsorami zespołów Formuły 1 są największe koncerny świata. BMW, Mercedes, Honda, Benneton czy Intel, wszyscy chcą, by to właśnie ich logo było na bolidach. Budżety zależą właśnie od sponsorów. Najbogatszy team, Toyota, ma do dyspozycji 400 milionów dolarów (1,2 miliarda zł), a jeden z biedniejszych, Minardi, jedynie 25 milionów dolarów (75 mln zł). Prawie połowa kasy idzie na budowę samochodu i silnika. Reszta to pensje pracowników i koszty wykupu licencji startowych.
Ile zarobi sam Kubica? Jako kierowca testowy dostawał około pół miliona euro rocznie (dwa miliony zł). Teraz jednak, gdy jest kierowcą wyścigowym, jego pensja wzrośnie. Najlepszy kierowca świata, Michael Schumacher, dostaje 40 milionów euro za sezon (160 milionów zł). Jeśli Kubica dostanie nawet połowę tego, co niemiecki mistrz kierownicy, to i tak będzie najlepiej zarabiającym polskim sportowcem, przy którym Małysz skacze za drobne.
Jeśli Kubicy uda sie przebić, to i tak pieniądze z teamu będą niewielkie w porównaniu z tym, co dostanie od reklamodawców, którzy zamieszczą ogłoszenia na jego kombinezonie. Choć kierowca zapowiada, że nigdy nie zamieni napisu na kasku "Jan Paweł II" na żadne reklamy.
Dlaczego sponsorzy płacą aż taką kasę? Bo widzowie oglądają pędzące przez 90 minut bolidy z wymalowanymi reklamami. Do tego ogłoszenia pojawiają się na bandach torów. Nic więc dziwnego, że za sprzedaż praw telewizyjnych Bernie Ecclestone, który nadzoruje wyścigi, zarobił aż 400 milionów dolarów. Do tego dołożył jeszcze 300 milionów za bilety.
Jedyny problem to zakaz, który wymyśliła Unia Europejska. Samochody nie mogą jeździć z reklamami koncernów tytoniowych, a to było do tej pory główne źródło pieniędzy za reklamy. Stąd właśnie firmy przyciągnęły na tory bogate koncerny, które do tej pory z wyścigami nie miały niczego wspólnego, tak jak Intel czy Benetton.