Dziennik Gazeta Prawana logo

Najszybszemu biegaczowi Bóg zabronił dopingu

12 października 2007, 13:22
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
DZIENNIKOWI udało się porozmawiać z najszybszym sprinterem świata. Asafa Powell zdradza, dlaczego woli być biegaczem, a nie piłkarzem oraz dlaczego nigdy nikt nie złapie go na dopingu.

"Od początku chciałem być biegaczem" - wyjawia Powell DZIENNIKOWI. Co prawda, kusiła go piłka nożna. Ale coś mówiło mu, że nie zrobi kariery jako zawodowy piłkarz. Zresztą jego starszy brat był sprinterem. To właśnie Donovan był jego pierwszym trenerem.

Teraz najszybszy człowiek świata, który potrafi przebiec 100 metrów w czasie 9,77 s., żyje sobie spokojnie na Jamajce. Nie chce przenosić się do mekki sportowców - USA. Jak mówi DZIENNIKOWI, tam musiałby robić to, co mu każą. A na Jamajce jest sam sobie panem.

Bo Powell nie chce robić z siebie gwiazdy. Jest skromnym człowiekiem, wychowanym przez rodziców na porządnego chrześcijanina. Nie chce imponować swym majątkiem. Dla niego najważniejsze jest dobrze i czysto pobiec.

Jak obiecuje DZIENNIKOWI, nikt nigdy nie przyłapie go na dopingu. Bo do swych rekordów doszedł ciężką pracą. Zresztą, jako wierzący chrześcijanin, nigdy nie zgodziłby się oszukiwać w sporcie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj