Urzędnicy chcą sprawdzić, czy w PZPN jest więcej takich kwiatków. Zbadają więc legalność zatrudnienia wszystkich osób pracujących w związku.
Niezależnie od tych ustaleń, już wiadomo, że dziś selekcjoner kadry usiądzie na ławce reprezentacji Polski nielegalnie. Holender nie ma ważnej umowy z PZPN, bo brakuje zgody Urzędu Pracy.
Jak dowiedział się dziennik.pl, do urzędu nawet nie wpłynął wniosek o pozwolenie na pracę.
"On pracuje nielegalnie" - wyjaśnia rzecznik prasowy urzędu pracy Aleksander Kornatowski. "Piłkarskiej centrali grozi sprawa w sądzie za niezalegalizowanie pracownika.
Pan Beenhakker i PZPN mogą zostać ukarani. Zajmiemy się tą sprawą" - twierdzi rzecznik.
Kara dla Holendra nie będzie dotkliwa. Z jego portfela zniknie jedynie 1000 zł, co przy jego zarobkach (600 tys. euro, czyli ponad 2,4 miliony zł) to śmieszna kwota. Więcej zapłaci PZPN - 3
tysiące.