Siatkarka twierdzi, że z Niemczykiem nie można było się dogadać. "Był notorycznie nieobecny na treningach. A jeśli już przyszedł, zachowywał się po chamsku. Przekleństwa to
u niego chleb powszedni" - opowiada Śliwa.
Śliwa na co dzień śledzi, co dzieje się w kadrze siatkarek. Grają tam przecież jej koleżanki. Dlatego była zszokowana, kiedy usłyszała o wyrzuceniu czołowej zawodniczki - Małgorzaty
Glinki. "On chyba stracił głowę! To była głupia decyzja. Nie wiadomo, dlaczego wyrzuca najlepszą zawodniczkę. Niszczy jej karierę. Tak nie może być!" - oburza się
była reprezentantka. Nic dziwnego. Sama została wyrzucona przez Niemczyka.
"Wyleciałam z dnia na dzień. Na dodatek bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. A dzień wcześniej moja córka wylądowała w szpitalu. Zapytałam trenera, czy mogę do niej pojechać. Wtedy
wrzasnął: nie, jesteś mi potrzebna! Nazajutrz dowiedziałam się, że nie ma dla mnie miejsca w kadrze" - wspomina Śliwa.
Zawodniczka wprost nie mogła uwierzyć, że Niemczyk podał się do dymisji. Ale wcale z tego powodu nie płacze - pisze "Fakt".