Od kilku dni kibice zastanawiają się, czy Listkiewiczowi starczy odwagi, żeby odejść. "Jestem tak wdeptany w ziemię, zmieszany z błotem, że być może rację mają niektórzy koledzy z Zarządu, którzy twierdzą, że działam na szkodę związku" - mówi działacz. Siedem lat jego panowania w zupełności wystarczy. I tak "Listek" zostawia po sobie bagno, jakiego jeszcze nie było.
W aferę korupcyjną w polskiej piłce zamieszanych jest już ponad 40 osób, nasze kluby i reprezentacja kompromitują się w meczach z zagranicznymi rywalami, stadiony na miarę Europy wciąż mamy tylko na papierze. Na mecze przychodzi dramatycznie mało kibiców, a na trybunach kwitnie bandytyzm. To wszystko zostawia Listkiewicz swojemu następcy.
"Raczej zrezygnuję. Ostatnie dni ubiegłego tygodnia mnie dobiły" - deklarował "Listek". I wypada trzymać go za słowo.