"To przykre, bo mogłem dojechać do mety na wyższej pozycji niż Heidfeld. Gdybym mógł go wyprzedzić, to myślę, że walczyłbym z kierowcami Toyoty" - powiedział Polak
tuż po wyścigu w Japonii. Takie rzeczy rzadko się ogląda w Formule 1. Kiedy jeden z kierowców z teamu dogania wolniejszego kolegę, ten z reguły go przepuszcza. Heidfeld za wszelką cenę nie
chciał jednak ustąpić miejsca Kubicy. Przez to team BMW-Sauber może stracić 5. miejsce w klasyfikacji konstruktorów.
W oficjalnych komunikatach BMW-Sauber wyraża zadowolenie z punktu zdobytego w Japonii przez Niemca. Nieoficjalnie mają do niego pretensje, że nie przepuścił Polaka. Analiza czasów okrążeń
wykazała, że mając wolną drogę, Kubica dogoniłby zawodników Toyoty - najgroźniejszego konkurenta BMW w rankingu konstruktorów. Na szczęście dla japońskiego teamu Kubicę powstrzymał jego
własny kolega z zespołu. Wśród fachowców coraz częściej słychać opinie, że jest po prostu gorszy od naszego zawodnika. Jak widać, duma Niemca bardzo na tym cierpi, a wraz z nią team BMW
Sauber.
Przed ostatnim wyścigiem sezonu (22 października, GP Brazylii) zespół Polaka zajmuje 5. miejsce w klasyfikacji konstruktorów i ma jeden punkt przewagi nad Toyotą.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.