Jak nie idzie, to nie idzie. Były judoka Paweł Nastula przegrał swą trzecią z czterech stoczonych dotychczas walk w federacji Pride. Tym razem jego pogromcą okazał się Josh Barnett z USA. Ale Polak dał z siebie wszystko. Walczył jak lew, a do zwycięstwa zabrakło mu niewiele.
Amerykanin, zwany "zabójcą o twarzy dziecka", był faworytem. Przed walką mówił, że jest pewien zwycięstwa. I wygrał po błyskawicznej dźwigni na staw skokowy polskiego zawodnika pod koniec drugiej rundy. Ale w pierwszej odsłonie to Polak miał zdecydowaną przewagę. "Był o krok od sprawienia ogromnej sensacji" - mówili amerykańscy dziennikarze.
Kibice, którzy oglądali galę w Las Vegas byli zachwyceni postawą byłego judoki. W Walce Nastuli emocji było mnóstwo emocji. Pojedynek Polaka i Amerykanina przyćmił nawet walkę wieczoru, w której mistrz świata, Fiedor Emelianenko pokonał Marka Colemana.
Polski zawodnik wciąż ma na koncie tylko jedno zwycięstwo w federacji Pride. Ale nie załamuje rąk. I już szuka kolejnych rywali.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|