Ranny trener gości, spalone szaliki, bluzgi, wyrwane krzesełka i zdemolowana nowa trybuna stadionu. To efekty meczu pomiędzy Wisłą i Cracovią. Sobotnie derby Krakowa miały być godne stulecia obu klubów. A były festiwalem chamstwa, antysemityzmu i chuligaństwa - pisze "Fakt".
Meczowi przyświecać miało hasło "Czerwona kartka agresji i rasizmowi". W koszulkach z takich napisem wyszli na boisko piłkarze obu drużyn. O tym,
że protest przerodzi się w farsę pokazał obrońca Wisły Nikola Mijailović, który już podczas prezentacji obu zespołów drwił sobie z całej akcji.
To był dopiero początek chamskiego zachowania Serba, który podczas derbów skupiał się tylko na kopaniu rywali. Po każdym nieczystym zagraniu obrońca gospodarzy z uśmiechem na ustach patrzył na zwijających się z bólu zawodników Cracovii. Po otrzymaniu pierwszej żółtej kartki za cel obrał sobie zarobienie czerwonego kartonika. Skutecznie zapolować na nogi piłkarzy Pasów udało mu się dopiero w końcówce. Po brutalnym faulu na Pawle Szwajdychu sędzia Jarosław Żyro od razu wyrzucił Serba z boiska, a ten wyraźnie zadowolony z siebie udał się do szatni zbierając owacje od widowni.
Zachowanie Mijailovica tylko podburzało fanów Białej Gwiazdy do agresji. Już w pierwszej połowie jeden z kibiców rzucił ciężkim przedmiotem w stronę ławki rezerwowych Cracovii. Niewiele brakowało, a doszłoby do niewyobrażalnej tragedii. Drugi trener Pasów Lesław Ćmikiewicz (58 l.) został raniony odłamkami plastiku z boksu rezerwowych. Z jego głowy polała się krew, a klubowy lekarz musiał błyskawicznie zszywać rozciętą skórę głowy. "Uszedłem z życiem i z tego się cieszę. Grałem na wielu stadionach, w wielu bardzo gorących spotkaniach, ale z takim aktem bandytyzmu spotkałem się po raz pierwszy" - relacjonował wstrząśniety asystent Stefana Majewskiego.
To była jednak dopiero przygrywka dla tego, co zdarzyło w drugiej części spotkania. "Barak, barak, barak, cyklon B, j..ć, Cracovię" - wyli w amoku fani Białej Gwiazdy, rozwieszając na płocie kilkadziesiąt biało-czerwonych szalików. Chwię później stadion Wisły spowił gęsty dym z płonących pamiątek klubowych Pasów. Pseudokibice Cracovii dostosowali się do poziomu fanów gospodarzy i zaczęli wyrywać krzesełka. Siedziska posłużyły im jako broń w starciu ze służbami porządkowymi.
Szarpanina przerodziła się w regularną bitwę z ochroną i policją. W ruch poszły gumowe pałki. Do zadymy chcieli dołączyć fani gospodarzy, ale gaz łzawiący szybko ostudził zapędy chuliganów obu drużyn. Normalni kibice ze strachem patrzyli na szalejącą dzicz. Wraz z końcowym gwizdkiem odetchnęli, że udało im się przetrwać bez poważnego uszczerbku na zdrowiu.
Po zakończeniu spotkania rozpoczęto sporządzenie bilansu strat. Podczas starć poważnie ranny został jeden z ochroniarzy. Do tego pseudokibice Cracovii wyrwali ponad 75 krzesełek. Biała Gwiazda żąda od Pasów odszkodowania za zniszczony stadion. Przedstawiciele klubu z Kałuży zamierzają wnioskować o zamknięcie stadionu Wisły. A wszystko to w roku wielkiego jubileuszu najstarszych klubów w Polsce.
To był dopiero początek chamskiego zachowania Serba, który podczas derbów skupiał się tylko na kopaniu rywali. Po każdym nieczystym zagraniu obrońca gospodarzy z uśmiechem na ustach patrzył na zwijających się z bólu zawodników Cracovii. Po otrzymaniu pierwszej żółtej kartki za cel obrał sobie zarobienie czerwonego kartonika. Skutecznie zapolować na nogi piłkarzy Pasów udało mu się dopiero w końcówce. Po brutalnym faulu na Pawle Szwajdychu sędzia Jarosław Żyro od razu wyrzucił Serba z boiska, a ten wyraźnie zadowolony z siebie udał się do szatni zbierając owacje od widowni.
Zachowanie Mijailovica tylko podburzało fanów Białej Gwiazdy do agresji. Już w pierwszej połowie jeden z kibiców rzucił ciężkim przedmiotem w stronę ławki rezerwowych Cracovii. Niewiele brakowało, a doszłoby do niewyobrażalnej tragedii. Drugi trener Pasów Lesław Ćmikiewicz (58 l.) został raniony odłamkami plastiku z boksu rezerwowych. Z jego głowy polała się krew, a klubowy lekarz musiał błyskawicznie zszywać rozciętą skórę głowy. "Uszedłem z życiem i z tego się cieszę. Grałem na wielu stadionach, w wielu bardzo gorących spotkaniach, ale z takim aktem bandytyzmu spotkałem się po raz pierwszy" - relacjonował wstrząśniety asystent Stefana Majewskiego.
To była jednak dopiero przygrywka dla tego, co zdarzyło w drugiej części spotkania. "Barak, barak, barak, cyklon B, j..ć, Cracovię" - wyli w amoku fani Białej Gwiazdy, rozwieszając na płocie kilkadziesiąt biało-czerwonych szalików. Chwię później stadion Wisły spowił gęsty dym z płonących pamiątek klubowych Pasów. Pseudokibice Cracovii dostosowali się do poziomu fanów gospodarzy i zaczęli wyrywać krzesełka. Siedziska posłużyły im jako broń w starciu ze służbami porządkowymi.
Szarpanina przerodziła się w regularną bitwę z ochroną i policją. W ruch poszły gumowe pałki. Do zadymy chcieli dołączyć fani gospodarzy, ale gaz łzawiący szybko ostudził zapędy chuliganów obu drużyn. Normalni kibice ze strachem patrzyli na szalejącą dzicz. Wraz z końcowym gwizdkiem odetchnęli, że udało im się przetrwać bez poważnego uszczerbku na zdrowiu.
Po zakończeniu spotkania rozpoczęto sporządzenie bilansu strat. Podczas starć poważnie ranny został jeden z ochroniarzy. Do tego pseudokibice Cracovii wyrwali ponad 75 krzesełek. Biała Gwiazda żąda od Pasów odszkodowania za zniszczony stadion. Przedstawiciele klubu z Kałuży zamierzają wnioskować o zamknięcie stadionu Wisły. A wszystko to w roku wielkiego jubileuszu najstarszych klubów w Polsce.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|