Artur Boruc to bohater kibiców Celticu Glasgow od chwili, gdy obronił rzut karny w meczu Ligi Mistrzów z Manchesterem United. Ale teraz polski bramkarz przeżywa osobistą tragedię. Jego wujek zmarł po ciężkiej chorobie. Wczoraj piłkarz przyleciał do Polski na pogrzeb.
"To dla mnie bardzo smutna sprawa. Nie chcę o tym mówić" - płakał załamany Boruc. To już druga tragedia w rodzinie polskiego bramkarza w ostatnim
czasie. We wrześniu w wypadku samochodowym w Warszawie zginęła jego kuzynka Małgorzata.
"To były czarne dni w moim życiu. Mam nadzieję, że złe chwile minęły i już nie wrócą. W takim momencie nawet największe sportowe sukcesy nie cieszą" - mówi pogrążony w bólu piłkarz.
"To były czarne dni w moim życiu. Mam nadzieję, że złe chwile minęły i już nie wrócą. W takim momencie nawet największe sportowe sukcesy nie cieszą" - mówi pogrążony w bólu piłkarz.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|