Dziennik Gazeta Prawana logo

Ebi Smolarek: Nie mam zła w oczach

12 października 2007, 14:25
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Euzebiusz Smolarek zdradza "Faktowi" jeden z największych sekretów szatni Feyenoordu Rotterdam. Najlepszy piłkarz reprezentacji Polski po dwóch latach milczenia zdecydował się wyjawić, dlaczego pozbyto się go z holenderskiego klubu!
Czy dobry napastnik musi mieć coś złego w oczach?
Ja niczego złego w oczach nie mam.

Ale Ruud Gullit był innego zdania.
Tak, to było jakiś czas temu, gdy jeszcze byłem w Feyenoordzie. Trener mówił nam, żeby telefony komórkowe w szatni były wyłączone i wtedy zadzwonił mu telefon.

A pan zaczął się śmiać.
Jasne, bo sytuacja była śmieszna. Inni się chyba bali, ale ja nie mogłem się powstrzymać. Chociaż kto wie, możliwe, że wszyscy się śmiali, a Gullit patrzył akurat na mnie.

Od tej pory nie pograł pan w Feyenoordzie, aż w końcu Gullit powiedział, że nie ma tam dla pana miejsca, bo...
Powiedział, że mam coś dziwnego w oczach. Coś mu w nich nie pasowało. Odpowiedziałem tylko: „OK, trenerze i pożegnałem się. Przecież nie zrobię sobie operacji oczu.

Na szczęście w reprezentacji Polski takich problemów nie ma. Co z pańskiego punktu widzenia zmieniło się w grze kadry od czasu mistrzostw świata?
Przede wszystkim to, że wygrywamy. Ale to jeszcze nie koniec. Naszym celem jest pierwsze miejsce! No, może drugie też nie byłoby takie złe. W tej chwili najważniejsze są nie tyle zwycięstwa z drużynami ze ścisłej czołówki, ale te ze słabszymi zespołami. Z takimi zespołami, jak Azerbejdżan, Kazachstan czy Armenia, nie można pozwolić sobie na stratę punktów.

Podczas mistrzostw świata pański ojciec mówił, że chciałby, aby wszyscy piłkarze walczyli tak jak pan. To się udało?
Myślę, że tak, szkoda tylko, że trochę za późno. Można tak było grać podczas mundialu. Problem polegał na tym, że wtedy przede wszystkim baliśmy się grać w piłkę, teraz się nie boimy. To było chyba widać w meczach z Portugalią i Belgią. To w dużej mierze zasługa Leo Beenhakkera, który wie, jak rozmawiać z chłopakami. Poza tym potrafił wyszukać ludzi w polskiej lidze.

Czy pomaga panu fakt, że ten zespół został odmłodzony i teraz jest tu sporo pańskich rówieśników?
Myśle, że to nie ma większego znaczenia, przynajmniej dla mnie.

Reprezentacja wygrywa, ale Borussii wyraźnie nie idzie. Jak to jest, że wasz zespół potrafi wygrać z Werderem na wyjeździe i nagle przegrywa u siebie z Herthą Berlin?
Sam chciałbym wiedzieć. Rozmawialismy o tym ostatnio, trudno znaleźć odpowiedź. Po prostu nie możemy przełamać się na własnym stadionie.

Pan też nie strzela tylu bramek co w poprzednim sezonie.
Ale nie znaczy to, że gorzej gram. Po prostu wtedy byłem sam w ataku, a teraz jest nas trzech: ja, Frei i Valdez. W klubie gram więc zupełnie inaczej.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj