Prezes Raul Calderon stawia sprawę wprost. "Przez ostatni miesiąc prowadzone były rozmowy z Davidem dotyczącego jego przyszłości w klubie. Zaoferowaliśmy mu kontrakt, teraz to on musi zdecydować, czy chce go podpisać. Nasza rola się skończyła, wszystko jest w jego rękach" - powiedział prezes "królewskich".
Beckham wciąż się waha. Nie miałby nic przeciwko grze w Realu, bo ma w drużynie paru kumpli, z którymi lubi pobalować. Nie podoba mu się tylko upór z jakim trener Fabio Capello każe mu ciągle siadać na ławce rezerwowych. Bo Anglik chce grać.
Prezes Realu wie, że kontrakt Beckhama z klubem kończy się w czerwcu przyszłego roku, dlatego koniecznie chce przedłużyć umowę już teraz. Jeżeli tego nie zrobi, piłkarz będzie mógł odejść w czerwcu za darmo. A na to Calderon nie może sobie pozwolić.
I tak zrobił interes stulecia ściągając piłkarza do Realu. Zapłacił Manchesterowi 25 milionów funtów za Beckhama. I już po miesiącu mu się zwróciło, bo koszulki z nazwiskiem słynnego piłkarza rozchodziły się jak świeże bułeczki. Tyle że teraz nikt nie da za gwiazdora więcej niż 10 milionów funtów.