Nie tego spodziewał się nasz najlepszy skoczek po konkursie w Garmisch-Partenkirchen. Organizatorzy odwołali drugą rundę i Adam Małysz skończył zawody na 12. miejscu. "Byłem tak bardzo wściekły na warunki podczas pierwszego skoku. Chciałem rewanżu, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. A tu odwołali drugą serię" - wściekał się Małysz.
Polak skoczył 120,5 metra. O 2, 3 metry dalej od skaczących w podobnych warunkach Fina Janne Ahonena i Szwajcara Simona Ammanna. Drugi trener kadry Łukasz Kruczek chwalił Małysza za ten skok. "Powiedział mi, że jestem kozak, bo w takich warunkach i tak poleciałem daleko" - dodał Małysz.
A co najbardziej przeszkadzało naszemu zawodnikowi? "Wiatr był wariacki. Ale skoro można było rozegrać pierwszą serię, to można byłoby i drugą" - mówił zirytowany. "Podobno topniejące tory na rozbiegu stwarzały niebezpieczeństwo. Moim zdaniem, nie stwarzały. Bo jak się skacze na nartach, to przecież trzeba umieć na nich jeździć" - denerwował się Małysz.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|