Japońskie kamery to wychwyciły, a kibice nad Wisłą mieli ubaw po pachy. Na siatkarzach to nie zrobiło większego wrażenia, bo zdążyli się już przyzwyczaić, że Lozano zna już kilka przekleństw. Zresztą sami go ich nauczyli. Argentyńczyk potrafi już odmieniać czasownik "pier...". Korzysta z niego najczęściej w bezpośredniej formie do adresata, czyli "spier...".
Takiej adaptacji nie miał natomiast trener reprezentacji piłkarzy, Leo Beenhakker. Na jednym z pierwszych treningów, Beenhakker spytał menedżera reprezentacji, Jaana de Zeeuwa o to, który z graczy ma pseudonim "Kur.a". I dlaczego koledzy ciągle wołają na niego podczas treningu i czego od niego chcą. De Zeeuw musiał tłumaczyć trenerowi, że ów "Kur.a", to żaden piłkarz, a brzydki wyraz.
W połowie lat 90. karierę na koszykarskich parkietach w Polsce robił Amerykanin Tyrice Walker. On szybko wyuczył się całego asortymentu przekleństw. Do tego z prawdziwą pokorą powtarzał wyrazy "mafia" i "wódka".