Z informacji jakie posiada "Fakt" wynika, że decyzja o tym, że to obecny szef Ekstraklasy SA będzie osobą odpowiedzialną za oczyszczenie bagna, w jakim znalazła się polska
piłka nożna, zapadła już kilka tygodni temu. Został zgłoszony przez wpływowego polityka i jego kandydatura została zaakceptowana przez ministra sportu Tomasza Lipca. Do dziś jest to jedna z
najściślej skrywanych tajemnic tego resortu. Ministerstwo od wprowadzenia już teraz kuratora wstrzymuje jedynie szansa na przyznanie Polsce (wspólnie z Ukrainą) organizacji mistrzostw Europy w
2012 roku. "Macie dobre informacje. To człowiek spoza układów, które od lat rządzą naszym futbolem. Nigdy nie był działaczem piłkarskim i <leśne dziadki> nie mają na
niego haków. To dlatego się go boją. On potrafi zrobić porządek i doprowadzić do uczciwego zjazdu, który wybierze nowe kierownictwo PZPN" - mówi nam jedna z osób doskonale znająca
realia w polskim futbolu.
Rusko w piłce nożnej działa od niedawna. Wcześniej był przez lata szefem WTS Atlas Wrocław i walczył o medale w polskim żużlu. To pragmatyk i biznesmen. Jest niezależny finansowo, a
właśnie takiej osoby szukało ministerstwo. Sam Andrzej Rusko nie chce komentować naszych informacji, bo jest człowiekiem dyskretnym. Jak ma trzymać coś w tajemnicy, to się z tego wywiązuje.
Wiemy jednak, że jest od niedawna w kontakcie z wrocławskimi prokuratorami ścigającymi korupcję w polskiej piłce.
Po skandalicznym wywiadzie sędziego Roberta W., który zdradził "Faktowi" i DZIENNIKOWI kulisy kupowania meczów, nie bał się powiedzieć, że natychmiast trzeba karać kluby z
ekstraklasy za korupcję. Dla porównania, prezes PZPN Michał Listkiewicz, gdy zatrzymano
pierwszego sędziego podejrzanego o ustawianie spotkań, bredził coś... o jednej czarnej owcy.