Oscar Pereiro Sio był jednym z bohaterów zeszłorocznej edycji Tour de France. Hiszpański kolarz walczył jak lew na górskich etapach. Ostatecznie zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Kiedy zdyskwalifikowano zwycięzcę, Floyda Landisa, domagał się, żeby to jego ogłoszono zwycięzcą najsłynniejszego wyścigu na świecie.
Okazuje się, że i on miał nieczyste sumienie. W trakcie "Wielkiej Pętli" przyjmował salbutamol, lek dla chorych na astmę poprawiający wydolność. Hiszpan w prawdzie na astmę nie chorował, ale zależało mu na poprawieniu osiągów. Badania wykryły, że co najmniej dwa razy przyjął lek, po 14. i 16. etapie. Jeżeli to się potwierdzi, wówczas zwycięzcą będzie mógł się czuć trzeci w "generalce", Niemiec Andreas Kloeden.
O ile nie okaże się, że i on jeździł na dopingu. Jak tak dalej pójdzie jedynym kolarzem wolnym od podejrzeń o stosowanie dopingów będzie ostatni na mecie. W tym przypadku Wim Vansevenant. No chyba że Belg tak słabo pojechał w Tour de France, bo "przedobrzył" z koksem.