Nie cichną głosy po sobotnim wypadku Jana Mazocha na skoczni w Zakopanem. Według dyrektora zawodów Lecha Nadarkiewicza, organizatorzy nie są odpowiedzialni za upadek skoczka. "Zapewnimy mu pomoc oraz wsparcie finansowe, jakie będzie potrzebne" - obiecał Nadarkiewicz.
Zapewnił, że wina za upadek Mazocha nie leży po stronie organizatorów. "Odpowiadamy tylko za niedociągnięcia organizacyjne. Na przykład za wtargnięcie człowieka albo psa na zeskok, zderzenie zawodnika w powietrzu z zerwanym z uwięzi balonem reklamowym albo fajerwerkiem wystrzelonym przez źle pilnowanych kibiców" - dodał Nadarkiewicz.
Ale nic takiego się nie wydarzyło. Wszystko zostało dobrze zorganizowane mimo niesprzyjających warunków pogodowych. "Zawody w ogóle by się nie odbyły, na szczęście znaleźliśmy firmę, która posiada urządzenie do mrożenia rozbiegu skoczni. Zużyli do tego 1200 litrów ciekłego azotu" - dodał.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|