Janek powolutku chodził po sali krakowskiego szpitala, w którym przebywa od wypadku na zakopiańskiej stoczni. Opierał się o ramię matki.
"Dwa lata temu wygrałem Puchar Kontynentalny na Wielkiej Krokwi. Chciałbym to powtórzyć" - już zapowiada Mazoch.
Wczoraj Czecha dwukrotnie odwiedzała rodzina. Najpierw pojawiła się narzeczona Barbora, później mama Vera i ojciec Jindrich. Skoczek tryska humorem - pisze "Fakt".
"Naprawdę, jak na jego stan, jest w wyśmienitej formie. Dogryza mi, że jestem od niego starszy, a on szybciej dorobił się dziecka. Po tym widać, że można być spokojnym o jego dalsze
leczenie" - opowiada Jan Baier, menedżer Mazocha.
Na razie jednak najbardziej skoczkowi zależy na przewiezieniu do rodzinnego kraju. "Bardzo tęsknię za domem. Już tak dawno go nie widziałem" - mówi Mazoch.