Dwukrotny medalista olimpijski wiele już doświadczył, ale jak dotąd nawet nie siedział w bobie. ""To był mój absolutny debiut. Miałem ogromną tremę, nawet większą niż przed żeglowaniem na wzburzonym morzu, ale z drugiej strony ciekawość była większa od strachu" - dodał polski żeglarz.
Kusznierewicz znalazł w jeździe bobslejem podobieństwo do żeglarstwa. "Wiatr dmuchał niczym sztorm na oceanie. Myślałem, że przy prędkości ponad 130 km na godzinę głowę mi urwie. Łzy leciały mi z oczu. Na wejściu w <zakręt śmierci> tak mnie wcisnęło, że... miałem wrażenie, że zaraz wylecę dnem. To było niesamowite przeżycie" - powiedział Polak.
Oprócz Kusznierewicza przyjemność jazdy bobslejem w Sankt Moritz spotkała jeszcze Russella Couttsa, złotego medalistę olimpijskiego z 1984 roku w klasie Finn i Ellen McArthur. Słynna Brytyjka jest rekordzistką świata w samotnej żegludze non stop dookoła świata.