"Pokonaliśmy już Niemców w fazie grupowej i pokonamy ich jeszcze raz" - powiedział "Faktowi" Michał Jurecki. W półfinale mistrzostw świata, pomimo olbrzymiego zmęczenia i wielkich emocji, Jureccy zachowali do końca zimną krew. Bartosz w pierwszej dogrywce najpierw doprowdził do wyrównania, a trzy minuty później zdobył gola, dającego nam dwubramkowe prowadzenie. W drugiej dogrywce Michał trafił kolejno dwa razy do bramki Duńczyków, co zapewniło nam awans do finału.
Teraz cały Kościan trzyma za nich kciuki przed meczem z Niemcami. Gorąco do boju zagrzewa ich też cała rodzina, która "od zawsze" związana była ze sportem. "Tata grał w siatkówkę na poziomie drugiej ligi, nasz starszy brat Marcin trzy razy wygrywał mistrzostwo Polski w koszykówce na wózkach, natomiast mama... jest naszym najwierniejszym kibicem. Zbiera o nas wszystkie artykuły. Każdy ma w domu podpisaną teczkę, w której mama dokumentuje nasze kariery" - opowiada Bartosz.
Kariery Jureccy zaczynali w swym rodzinnym mieście w klubie Tęcza. "Ale u nas, odwrotnie niż w "Misiu", nikt do szafy nie śpiewał" - mówi starszy z braci Jureckich. "W ogóle klub był w porządku. Nie było problemu z piłkami, strojami, nawet za buty do gry zwracali nam kasę" - dodaje Michał. Od 2 lat Bartosz jest reprezentantem Polski, a od sierpnia ub. roku gra w jednym z najlepszych zespołów Europy - niemieckim SC Magdeburg.
"Imponują mi sukcesy brata. Patrząc na niego, wiedziałem, że jak będę ciężko pracował, to też wiele osiągnę. Tylko że ja będę jeszcze lepszy niż Bartek" - mówi z szelmowskim uśmiechem Michał, który obecnie gra w Vive Kielce. W niedzielę w Kolonii obaj bracia zagrają mecz, który może sprawić, że ich kariery jeszcze bardziej rozkwitną. W fazie grupowej mistrzostw wygraliśmy już z Niemcami.
"To spotkanie będzie o wiele bardziej ostre. Walka będzie o każdą bramkę, o każdą piłkę. Ale to dobrze, my lubimy tak grać. Zapowiadałem przed pierwszym meczem, że zlejemy
Niemców. I dziś powtarzam to samo: zobaczycie, zlejemy ich!" - kończy pewny siebie Michał Jurecki.