Niespodziewanie bohaterem czwartego dnia mistrzostw świata w pływaniu został Przemysław Stańczyk. To on zdobył srebrny medal na 800 m stylem dowolnym i uratował honor naszej reprezentacji. "Wierzyłem, że uda mi się zająć miejsce na podium" - mówił po finałowym wyścigu Polak.
Wszyscy liczyli, że na podium stanie Otylia Jędrzejczak, albo Paweł Korzeniowski. Oboje jednak zawiedli. Na szczęście miłą niespodziankę sprawił nam Przemysław
Stańczyk. "Wierzyłem w siebie. Od początku mistrzostw czułem, że jestem w formie. Wczorajsze eliminacje mnie w tym utwierdziły, chociaż w końcówce trochę zabrakło mi pary. Dzisiaj
obawiałem się kryzysu w połowie dystansu. Niepotrzebnie. Płynęło mi się świetnie" - opowiadał Stańczyk.
Polak, w finale 800 m stylem dowolnym popłynął wolniej tylko od Oussamy Mellouliego. "W pewnej chwili mignęła mi myśl o złocie, ale rywal był zbyt mocny" - powiedział po starcie 22-letni zawodnik.
Polak objął prowadzenie po 600 m, ale na 100 m przed metą przegonił go Tunezyjczyk, który wygrał z czsem 7.46,95. Polak był o 0,96 wolniejszy. "Z tego wyniku jestem bardzo zadowolony. Swoją życiówkę z Montrealu i jednocześnie rekord Polski poprawiłem prawie o trzy sekundy. Z tego nowego rekordu cieszę się prawie jak z medalu. Ten wynik pokazuje, że cała praca nie idzie na marne. Ciągle się rozwijam. W treningu zawsze są chwile zwątpienia, ale wtedy trzeba sobie przypominać o takich wyścigach jak ten i znowu chce się ciężko pracować" - tłumaczył Stańczyk.
Polak, w finale 800 m stylem dowolnym popłynął wolniej tylko od Oussamy Mellouliego. "W pewnej chwili mignęła mi myśl o złocie, ale rywal był zbyt mocny" - powiedział po starcie 22-letni zawodnik.
Polak objął prowadzenie po 600 m, ale na 100 m przed metą przegonił go Tunezyjczyk, który wygrał z czsem 7.46,95. Polak był o 0,96 wolniejszy. "Z tego wyniku jestem bardzo zadowolony. Swoją życiówkę z Montrealu i jednocześnie rekord Polski poprawiłem prawie o trzy sekundy. Z tego nowego rekordu cieszę się prawie jak z medalu. Ten wynik pokazuje, że cała praca nie idzie na marne. Ciągle się rozwijam. W treningu zawsze są chwile zwątpienia, ale wtedy trzeba sobie przypominać o takich wyścigach jak ten i znowu chce się ciężko pracować" - tłumaczył Stańczyk.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|