Bjarne Riise gryzło sumienie. Duński kolarz po 10 latach przyznał się, że wygrał słynny Tour de France na dopingu. W ten sposób chciał zapomnieć o haniebnej przeszłości. Jednak w piątek został skreślony z listy triumfatorów wyścigu. Teraz żałuje, że nie siedział cicho.
Pod koniec maja Riise przyznał się do stosowania dopingu. Nie czekał długo na reakcję ze strony Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI). Po dwóch tygodniach skreślono go z listy zwycięzców Tour de France z 1996 roku. To pierwszy taki przypadek w 104-letniej historii największego wyścigu kolarskiego na świecie.
Hańba, jaką okrył się kolarz, dotarła też do jego ojczyzny. Riise nie może już liczyć na zaszczyty ze strony rodziny królewskiej. Królowa Małgorzata II nakazała wykreślenie go ze sportowej elity kraju.
Bjarnemu została już tylko żółta koszulka zwycięzcy Touru, ale nie wiadomo na jak długo. Organizatorzy wyścigu domagają się, by kolarz również ją zwrócił. Wszystko wskazuje na to, że uczciwość po latach da jedynie czyste sumienie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|