W poniedziałek kolarze startujący w Tour de France mieli wolne. Ale i tak nie leżeli do góry brzuchem, tylko jeździli na rowerach. "Najważniejsze to nie zawalić dnia wolnego" - wyjaśnił dyrektor sportowy ekipy Credit Agricole, Serge Beucherie.
Bo jak się kolarz rozleniwi, to potem nie ma siły jeździć na rowerze. Dlatego wszystkie ekipy wysłały swoich zawodników na treningi. Jeździli od półtorej do trzech godzin z prędkością 30 kilometrów na godzinę.
We wtorek czeka ich bardzo trudny etap z podjazdami Iseran (2770 m) i Galibier (2645 m). Faworytem jest lider klasyfikacji generalnej, Duńczyk Michael Rasmussen z ekipy Rabobank. Ale o żółtą koszulkę chce powalczyć Aleksander Winokurow z ekipy Astana, który miał w niedzielę groźny wypadek. Lekarze założyli Kazachowi po 15 szwów na każde kolano.
Ale Winokurow to twardziel i liczy na zwycięstwo. "Jeszcze nic nie jest stracone. Tour nie jest jeszcze przegrany. Gdybym stracił pięć minut, prawdopodobnie byłby to koniec" - ocenił Winokurow.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl