Kapitan jako ostatni zszedł z murawy
Nasza narodowa drużyna w finale baraży o mundial przegrała w Sztokholmie 2:3. Gospodarze gola na wagę awansu strzelili dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry.
Po ostatnim gwizdku sędziego Lewandowski jako ostatni z naszych piłkarzy opuścił murawę. Kapitan naszej kadry długo dziękował polskim kibicom za doping. Chwilę później na Instagramie na profilu napastnika Barcelony pojawił się nowy post.
Fotografii Lewandowskiego trzymającego w ręku kapitańską opaskę nie towarzyszył żaden wpis, ale podkład muzyczny, którym był utwór "Time to say goodbye" ("Czas się pożegnać") w wykonaniu Sarah Brightman i Andrei Bocellego. Kibice zinterpretowali to jako pożegnanie Lewandowskiego z narodową drużyną.
Lewandowski pozostawił cień nadziei
Jednak sprawa nie jest jeszcze przesądzona. 37-letni piłkarz w rozmowie z TVP Sport tłumaczył, że nie była to żadna deklaracja z jego strony, raczej rodzaj podziękowania dla kibiców za to, jak wspierali reprezentację.
Nie wiem, muszę przemyśleć parę rzeczy, nie jestem w stanie złożyć żadnych deklaracji. Wrócę do klubu, mam trochę meczów do rozegrania, chcę dokończyć sezon. Muszę się zastanowić, co dalej - powiedział Lewandowski.
Lewandowski czuje ból i rozczarowanie
Dla Lewandowskiego pojedynek ze Szwecją był 165. występem w kadrze narodowej, dla której strzelił 89 goli. Po meczu w Sztokholmie kapitan reprezentacji Polski przyznał, że czuje "ból i wielkie rozczarowanie".
Po takim meczu ciężko cokolwiek powiedzieć, bo nie wiem, czy słowa, które trener znalazł, czy my, opiszą to, co my czujemy. Futbol bywa brutalny. Możesz grać, strzelać bramki, ale potem zostajesz z niczym. Byliśmy blisko i tak naprawdę wracamy do domu bez niczego. Ta trzecia bramka w końcówce najbardziej bolała. Ja czułem na boisku, że - choć traciliśmy bramki - to Szwecja jest drużyną, którą możemy pokonać, czy to w drugiej połowie, czy w dogrywce. Ale ten zabójczy gol dał Szwecji awans. Dziś rozgrywamy jeszcze w głowie ten mecz i najgorsze uczucie będzie jutro, jak się obudzimy i zadamy sobie pytanie, co się wydarzyło i to będzie najsmutniejszy moment - zakończył Lewandowski.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.