Tragedia pod Wrocławiem. Na lotnisku w Mirosławicach zginął skoczek, który za późno otworzył spadochron zapasowy. Dramaturgii dodaje fakt, że był to dopiero pierwszy samodzielny skok 35-letniego policjanta. Spadochroniarz długo interesował się tym sportem, ale nigdy wcześniej nie skakał.
Miał też pecha, bo główny spadochron się nie otworzył. Wtedy skoczkowie muszą natychmiast pociągnąć za linkę spadochronu zapasowego. Policjant zrobił to za późno i roztrzaskał się o ziemię.
"W takim przypadku jaki miał miejsce w Mirosławicach, skoczek przypięty jest do specjalnej liny, która powoduje samoczynne otwarcie spadochronu głównego. Jeśli spadochron się nie otworzy, skoczek ma jeszcze spadochron zapasowy, a jego otwarcie ćwiczone jest podczas kursu" - wyjaśnił instruktor skakania Krzysztof Mikulski.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl