Miałam radochę czterolatka. Przypomniały mi się te chwile, gdy sama byłam dzieckiem, ale teraz pokonałam zaledwie kilkanaście metrów. Do jazdy treningowej jeszcze daleka droga - powiedziała PAP Włoszczowska.

Reklama

Zawodniczka, która miała być jedną z największych polskich nadziei na medal olimpijski w Londynie, doznała poważnej kontuzji tuż przed igrzyskami. Na treningu podczas zgrupowania we włoskim Livigno chcąc uniknąć upadku, nieszczęśliwie podparła się nogą, co skończyło się złamaniem kości śródstopia oraz naderwaniem więzadła strzałkowo-piętowego.

W klinice w Bieruniu na Górnym Śląsku Włoszczowska przeszła operację zespolenia za pomocą tytanowej śruby kości śródstopia. Obecnie zawodniczka jest na etapie nauki chodzenia. Uczy się stawiać w odpowiedni sposób stopę, czasami podwieszona - jak alpinistka - na wyciągu. Chodzi też po dnie basenu. Na rowerze stacjonarnym ćwiczy nie więcej niż pół godziny dziennie. Przy większym obciążeniu noga zaczyna puchnąć.

Operacje mam już raczej za sobą. Tytanowej śruby na razie się nie pozbędę - pozostanie w mojej stopie przynajmniej do końca kariery. Pod koniec tygodnia przejdę jeszcze badania rezonansem magnetycznym, ale zakładam, że już nie będę operowana. Lekarze mówią, że jak na taki uraz, noga wygląda dobrze - zaznaczyła zawodniczka grupy CCC Polkowice.

Włoszczowska co tydzień wyjeżdża z rodzinnego domu w Jeleniej Górze do Bierunia, gdzie pod okiem specjalisty medycyny sportowej, ortopedy Krzysztofa Ficka przechodzi rehabilitację.

Jeżdżę do Bierunia na dzień, dwa, a zdarza się, że nawet na cały tydzień. Śmieję się, że trzeba będzie rozejrzeć się w okolicy kliniki za mieszkaniem do wynajęcia. Ćwiczę nawet pięć godzin dziennie, a gdy jestem w domu - trzy-cztery godziny. Pracuję cierpliwie, bo po prostu nie mam innego wyjścia - podkreśliła.

Włoszczowska nie rozmawiała z lekarzami na temat perspektyw powrotu do wyczynowego sportu.

Lekarze nie chcą mówić o żadnych terminach. I dobrze, trzeba się skupić na pracy. Wiem tylko, że zimą prawdopodobnie będę już mogła biegać na nartach - ujawniła.

Mistrzyni świata z 2010 roku planowała napisanie książki w wolnej chwili, ale okazało się, że rehabilitacja pochłania więcej czasu niż przypuszczała.

Miała to być książka o mnie, o moich wzlotach i upadkach, ale nie mam na to czasu. Muszę z tym poczekać. Może na złoty medal olimpijski w Rio de Janeiro? To byłaby piękna historia - zaznaczyła Włoszczowska.