Krzysztof Hołowczyc bardzo przeżył tragiczną śmierć Colina McRae. "Jak się dowiedziałem o jego śmierci, nie spałem całą noc. Colin to jeden z moich idoli. Człowiek nie z tego świata. To ktoś, kto zrobił mnóstwo dobrego dla całego motosportu. Nadał rajdom samochodowym duszę" - wspomina "Hołek".
Polski kierowca znał Colina McRae. "Poznałem go bliżej w latach 90., kiedy nasze samochody przygotowywała do startu firma Prodrive. Samo stanie przy Colinie było dla mnie czymś niesamowitym, bo on już wtedy był wielkim zawodnikiem i mistrzem świata. Okazał się jednak nie żadną niedostępną gwiazdą, ale normalnym facetem. Tyle że przez jego szkocki akcent ciężko było się z nim dogadać" - opowiada "Hołek".
"Niedawno wspominał, że chce wrócić do rajdowych mistrzostw świata. Że staje się to jego obsesją, bo wciąż czuje się szybki. Nie zdążył. Wielka szkoda i wielki żal" - mówi Krzysztof Hołowczyc w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl