Dziennik Gazeta Prawana logo

Zamknęli przed Leo stadion

30 stycznia 2008, 00:25
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Cypryjskie zgrupowanie znów zaskoczyło Leo Beenhakkera. Tym razem nie pogodą, bo wczoraj zaświeciło słońce. Chodzi o poranny trening. Zajęcia miały się odbyć w Peyia, ale okazało się, że... obiekt jest zamknięty na cztery spusty i nasi pocałowali klamkę - donosi "Fakt".

Początkowo wydawało się, że ktoś po prostu zapomniał o kadrze. Jednak prawdziwy powód był inny. Gospodarze obiektu nie chcieli, żeby zmoczona deszczem murawa została zdeptana i zniszczona, dlatego nie wpuścili reprezentacji Polski. Dziennikarzom Faktu udało się jednak sprawdzić murawę. Jej stan był bardzo dobry...

Beenhakker był rozwścieczony całą sytuacja. "P... to. Jedziemy!" - krzyknął. Piłkarze zapakowali się do autokaru i przenieśli się na boisko Atromitos - lidera drugiej ligi cypryjskiej. Było ich tylko trzynastu, bo Beenhakker zostawił w hotelu dziewięciu zawodników - z Wisły Kraków, Zagłębia Lubin, a także Marcina Kusia, który dojechał najpóźniej. "Ja nie czuję się zmęczony, ale trener podjął taką decyzję" - powiedział bramkarz Wisły Mariusz Pawełek.

Na treningu Beenhakker zaczął od motywowania zawodników do ciężkiej pracy. "Myślicie, że inni są lepsi od was!? Nie, po prostu lepiej robią pewne rzeczy. Wiedzą, kiedy zagrać krótką piłkę, kiedy długą. Kiedy górą, kiedy dołem. Te elementy, wszystkie razem, to dążenie do perfekcji. W futbolu nie chodzi o te wszystkie głupie rzeczy poza boiskiem, to całe bla, bla, bla. Jeśli ktoś tak myśli, może zabrać swoje rzeczy i wsiadać z powrotem do samolotu. Futbol jest tutaj" - Leo wytłumaczył wczoraj piłkarzom z polskiej ligi, o co chodzi w grze w piłkę.

Holender zdecydował się na wygłoszenie krótkiego przemówienia na koniec porannego treningu. "Futbol to wygrywanie. Grajcie, żeby zwyciężyć. Kiedy popełniacie na boisku błąd, wyciągajcie z niego wnioski, poprawcie to. Dojście do tego jest dużym krokiem do przodu" - Leo brzmiał groźnie, bo jego donośny głos aż odbijał się od ściany stadionu. Trener czasem wznosił wysoko ręce, jakby całym ciałem chciał przekazać, o co mu chodzi. Ale po chwili uśmiechnął się i objął ramieniem Radosława Majewskiego i powiedział: "Wystarczy już, kończymy".

Reprezentacja Polski ostro wzięła się do pracy. Beenhakker kilka razy mocno ochrzanił swoich piłkarzy. Gdy zbyt słabo strzelali na bramkę Sebastiana Przyrowskiego, Leo pokrzykiwał: "Nie macie do niego podawać, tylko uderzyć to mocno. Tak jest Tomek! - pochwalił wreszcie Tomasza Zahorskiego, który huknął potężnie.

Wieczorem kadrowicze, już w komplecie, stawili się na drugim treningu. Dziś zagrają z drużyną Emmanuela Olisadebe - Kinyras Peyia. Były reprezentant Polski nie może jednak liczyć na to, że w najbliższym czasie zostanie sprawdzony przez Beenhakkera. "Olisadebe nie wytrzymałby takich treningów, jakie serwujemy tutaj piłkarzom" - uciął asystent Leo Bogusław Kaczmarek. "A poza tym, z kogo mielibyśmy zrezygnować - z Wichniarka?" - zakończył.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj