Dziennik Gazeta Prawana logo

Shaq jest teraz "Słońcem", a nie "Żarem"

8 lutego 2008, 00:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Shaq został  quot;słońcem quot;
Shaq został quot;słońcem quot;/Inne
Takiego obrotu sprawy chyba nikt się nie spodziewał. Jeden z najlepszych środkowych koszykarzy w lidze NBA Shaquille O'Neal zmienił klub! Gwiazdor byłej już drużyny Miami Heat będzie grał w Phoenix Suns - pisze DZIENNIK.

Dziwić może to, że nieco ociężały Shaq trafił do zespołu, który prezentuje najbardziej efektowną, a przede wszystkim szybką koszykówkę w NBA. Super rozgrywający Suns Steve Nash będzie miał trudny orzech do zgryzienia. Już nie będzie miał do kogo podawać piłek ponad obręcz, bo niestety O'Neal swoje najlepsze lata gry miał w Orlando Magic, kiedy zaczynał swoją karierę. Wtedy fruwał nad obręczami, a nawet je urywał. Teraz będzie miał problem z oderwaniem się od parkietu, bo nie jest już taki skoczny jak kiedyś.

Wszystko przez problemy z nadwagą, za którą idą w parze kontuzje. Były koszykarz Chicago Bulls, a obecny menedżer klubu z Phoenix wiedząc o zdrowotnych kłopotach zawodnika od razu zrobił mu badania. "Wszyscy wiedzą jaki Shaq ma problem. Przyznam szczerze, że wyniki zaskoczyły nawet mnie. On jest zdrów jak ryba!" - powiedział Steve Kerr.

Trzy lata temu Shaq ważył aż 155 kg (przy wzroście 216 cm). W czasach kiedy grał w Los Angeles Lakers jego otyłość przeszkadzała trenerowi Philowi Jacksonowi. "On musi zrozumieć, że jego kontuzje wynikają z otyłości. Musi więc zrzucić wagę, bo zawsze będzie miał problemy z urazami. A w efekcie może zbyt wcześnie zakończyć karierę" - ostrzegał szkoleniowiec.

Jak na razie nie zanosi się na to, żeby weteran zakończył przygodę z wielkim sportem. Wręcz przeciwnie. Ma apetyt na piąty mistrzowski tytuł (trzy zdobył z Lakers i jeden z Miami). Mecz swojej nowej drużyny przeciwko New Orleans Hornets oglądał w loży dla vipów. W trakcie spotkania spiker wywołał nazwisko gwiazdora, a prawie 20 tysięcy kibiców w Phoenix przywitało swojego nowego koszykarza owacją na stojąco. Ten nie był im dłużny. Wstał, podniósł do góry swoje wielkie dłonie i pokazał palcem wskazującym na swój mistrzowski pierścień. W hali zrobiło się jeszcze bardziej gorąco, kiedy Shaq przemówił. "Obiecuję wam, że dam miastu Phoenix pierwszy tytuł w 40-letniej historii klubu" - zapowiedział. Nie miał jednak powodów do zadowolenia, bo jego Suns po dwóch dogrywkach przegrali 130:132.

Ale Shaq ma jeszcze jedno marzenie, które chciałby spełnić. Nie jest to kolejny dom na Florydzie czy nowy samochód. To marzenie, z którym ściga się przez 15 lat swojej kariery. "Chciałbym trafić chociaż 50 na 100 rzutów osobistych. Czy to tak dużo?" - zapytał i zaraz dodał z uśmiechem: "Dla mnie tak".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj