W każdej sesji polski kierowca stracił do najlepszych ponad sekundę. W pierwszej był gorszy od Hamiltona o 1,129 s, w drugiej od Buttona o 1,812 s. Skąd ta przepaść? Po pierwsze KERS. Ważący prawie 30 kg system do odzyskiwania energii po raz pierwszy został zamontowany w bolidzie Polaka. Miał za zadanie zwiększyć prędkość na długich prostych, a na razie okazuje się zbędnym balastem. Po drugie opony. Już podczas GP Australii supermiękkie ogumienie sprawiło, że biedni kierowcy choć jechali po suchym torze, to skrajnie zużyli ogumienie po zaledwie kilku okrążeniach. W Chinach może być podobnie. Ucierpi na tym głównie przyczepność auta.
>>>Fatalny dzień Kubicy. Polak na szarym końcu
W zupełnie innych nastrojach niż kierowcy BMW (także Nick Heidfeld wypadł blado - zajął 16. i 18. miejsce) jest dwójka pilotów Brawn GP. Zwycięzca dwóch poprzednich wyścigów (w Australii i Malezji) Brytyjczyk Jenson Button był wczoraj drugi i pierwszy, a Brazylijczyk Rubens Barrichello dwukrotnie trzeci. Po decyzji Trybunału Arbitrażowego FIA o legalizacji podwójnych dyfuzorów spadkobiercy Hondy poczuli się jeszcze mocniejsi. Z równowagi nie był w stanie wyprowadzić ich nawet szef Renault Flavio Briatore. Podstarzały włoski żigolak rozwścieczony dopuszczeniem kontrowersyjnych dyfuzorów do użytku nazwał Buttona „panem pobocze” (odniósł się do licznych wypadków na torze Brytyjczyka), a 37-letniego Barrichello „emerytem”.
"Ciekawe, że latem Briatore złożył mi ofertę przejścia do Renault" - odparował Button. - wtórował mu Barrichello.
>>>Kubica: Mam duży problem z wagą
Wydaje się, że dominacja Brawn GP jest niepodważalna. Jedynego zagrożenia można spodziewać się ze strony Hamiltona. McLaren jako pierwszy z „poszkodowanych” teamów zastosuje w Szanghaju bolidy z podwójnym dyfuzorem. W czołówce ponownie może zabraknąć kierowców Ferrari. Felipe Massa i Kimi Raikkonen pojadą w kwalifikacjach i wyścigu bez KERS, a jak przyznał ten pierwszy: „Bez KERS jest jeszcze gorzej, niż było. Tracimy moc”.