W Melbourne najlepszy okazał się Valtteri Bottas. Drugie miejsce zajął jego partner z zespołu Mercedesa - Lewis Hamilton. Na przeciwnym biegunie znaleźli się kierowcy Williamsa. George Russell był przedostatni, a Robert Kubica ostatni.

Wyścig od samego początku nie ułożył się dobrze dla naszego rodaka. Już na pierwszym zakręcie Pierre Gasly z Red Bulla ściął zakręt i urwał Kubicy przednie skrzydło. Pierwsze odejście było bardzo dobre. Pojechałem bezpiecznie, ale Gasly zgarnął mi przednie skrzydło. Szkoda, wydawało mi się, że jechałem bardzo bezpiecznie. Skrzydło, które później założyliśmy, nie było dobre. Do tego miałem uszkodzoną tylną podłogę. Najważniejsze jednak, że dojechałem do mety - cieszył się Kubica. - W pewnym momencie usłyszałem od inżyniera, że mam dobre tempo. Zacząłem się śmiać i powiedziałem przez radio, że czułem się tak, jakbym stał w miejscu - powiedział Polak tuż po wyścigu na antenie Eleven Sports.

Kubica mimo, że na mecie zameldował się jako ostatni, to po zakończeniu wyścigu nie sprawiał wrażenia załamanego tym faktem. Jeszcze dwa lata temu nikt nawet nie pomyślał, że mogę wrócić do ścigania, a teraz dojechałem do mety. Czeka nas dużo pracy i przemyśleń. Teraz długi lot do domu, więc będzie na to czas. Ale z Australii wyjeżdżam zadowolony - podsumował nasz kierowca.