Na trzeciej pozycji uplasował się Holender Max Verstappen z Red Bulla. W Austin Hamilton po raz 150 w karierze stanął na podium w wyścigu Grand Prix.

Przed startem było wiadomo, że Hamiltonowi, przy zwycięstwie Bottasa, do zdobycia szóstego tytułu mistrza świata wystarczy w GP USA uplasować się minimum na ósmej pozycji. Aby tak się nie stało, szyki kierowcom teamu Mercedes mieli pokrzyżować zawodnicy Ferrari. Ale w USA obaj - zarówno Niemiec Sebastian Vettel jak i Monakijczyk Charles Leclerc - nie stanęli na wysokości zadania. Najbardziej zawiódł Vettel, drugi w kwalifikacjach, który po starcie spadł na siódme miejsce.

Jak się szybko okazało, czterokrotny mistrz świata tym razem nie zaspał, ale zwyczajnie miał pecha. W zamieszaniu startowym, na mocno dziurawej nawierzchni toru, w jego bolidzie doszło do awarii przedniego zawieszenia. Niemiec, który problemy zgłosił swoim inżynierom już na czwartym okrążeniu, pojechał dalej, ale już na dziewiątym dalsza jazda okazała się niemożliwa. Vettel został zabrany z toru skuterem do serwisu, a jego Ferrari dźwig usunął na pobocze.

Gdy zabrakło w wyścigu Vettela, w czołówce także zabrakło jednego z kandydatów do miejsca na podium. Prowadził Bottas, za nim jechał Verstappen, a trzeci był Hamilton. Czwarty Leclerc, który miał ratować honor Ferrari, tracił do lidera już dobrze ponad 10 s. Robert Kubica plasował się na ostatniej, 19. pozycji, miał prawie 1 s straty do partnera z zespołu Brytyjczyka George Russella.

Polak na 13. okrążeniu zjechał na zmianę opon, dwa okrążenia później nowe założył także lider wyścigu Bottas i na tor wyjechał jako trzeci. Fin na nowych oponach zaczął uzyskiwać dobre czasy, po kilku okrążeniach wyprzedził prowadzącego Hamiltona. Dopiero wtedy zespół Mercedesa zdecydował się na zaproszenie do serwisu po nowe ogumienie obrońcę tytułu.

Na 34. okrążeniu jazdę zakończył Kubica. Polak, który jechał na ostatniej pozycji, został zdjęty z toru przez zespół. Powodem - jak wynika z oficjalnego komunikatu teamu Williams - była awaria systemu hydraulicznego. Wcześniej ani sam kierowca, ani jego inżynier wyścigowy takiej usterki nie sygnalizowali.

Gdy Bottas po raz drugi zmienił opony, na prowadzenie wyszedł ponownie Hamilton. Jak się później okazało, jego zespół zdecydował, że mistrz świata pojedzie w Austin tylko na jeden pit stop, gdy większość kierowców meldowała się w boksach po dwa razy. Tym razem taka taktyka Mercedesa nie sprawdziła się, na 52 okrążeniu Bottas, mając o wiele lepsze opony, wyprzedził Hamiltona i zwyciężył w wyścigu.

Hamilton nawet go specjalnie nie gonił, jego opony były już mocno zniszczone, a dodatkowo musiał bardzo uważać na czającego się za jego plecami Holendra, który na dwa okrążenia przed metą tracił do niego już tylko niespełna jedną sekundę. Ostatecznie Hamilton nie dał się jednak Verstappenowi wyprzedzić, zajął drugie miejsce.

Na mecie Brytyjczyk przyznał, że marzył o szóstym w karierze zwycięstwie w Austin (ma w dorobku pięć, po raz ostatni w 2017 roku). Postara się o nie - jak zapewniał - za rok, gdyż na razie nie zamierza kończyć kariery.

Kolejna runda mistrzostw świata F1 - Grand Prix Brazylii - zaplanowany jest na 17 listopada w Sao Paulo.