"Czuję, że dopiero się rozkręcam" - skomentował po wyścigu 35-letni Brytyjczyk.

Reklama

Drugie miejsce pod Stambułem zajął Meksykanin Sergio Perez (Racing Point), a trzecie - Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari).

Przed rozpoczęciem 14. z 17 rund MŚ Brytyjczyk miał 85 punktów przewagi nad kolegą z teamu Valtterim Bottasem - jedynym kierowcą, który miał jeszcze teoretyczną szansę na pozbawienie Hamiltona tytułu. Fin musiał zdobyć przynajmniej o osiem punktów więcej od Brytyjczyka, aby przedłużyć walkę.

Już na pierwszym okrążeniu popełnił jednak błąd na śliskiej, mokrej nawierzchni, wypadł z trasy i spadł na jedną z końcowych pozycji. Kolejne "piruety" przytrafiły mu się także później. W trudnych warunkach nie był w stanie odrobić strat i zakończył rywalizację na 14. miejscu.

Taki wynik Bottasa oznaczał, że Hamilton zostałby mistrzem świata, nawet gdyby nie ukończył niedzielnego wyścigu. Brytyjczyk jednak nie odpuszczał, mimo iż w sobotę nie najlepiej spisał się w kwalifikacjach i startował dopiero z szóstej pozycji. Ostatecznie mógł cieszyć się z 94. wygranego wyścigu (śrubuje własny rekord) oraz czwartego z rzędu i siódmego w karierze tytułu.

"To dla wszystkich dzieciaków, którzy marzą o niemożliwym: stać was na to, wierzę w was! Brakuje mi słów. Marzyłem o tym jako dziecko. To więcej niż spełnienie naszych snów" - mówił po minięciu mety przez radio.

Siedem tytułów mistrzowskich to kolejne osiągnięcie Schumachera, które Brytyjczyk powtórzył lub poprawił. Wcześniej odebrał Niemcowi też rekordy m.in. pod względem liczby pole positions, wygranych wyścigów czy miejsc na podium.

"To wydaje się niewiarygodne. Pamiętam, jak oglądałem Michaela, gdy zdobywał te tytuły. Wywalczenie nawet jednego, dwóch czy trzech jest bardzo trudne, a siedmiu - niewyobrażalne. Nie ma żadnych limitów tego, co ja i ten team możemy wspólnie osiągnąć" - cieszył się.

Hamilton ma 307 punktów, i wyprzedza Bottasa o 110. Do zdobycia w dwóch wyścigach w Bahrajnie i jednym w Abu Zabi pozostaje łącznie najwyżej 78 pkt (po 25 za zwycięstwo i po jednym za najszybsze okrążenie).

Brytyjczyk miał w niedzielę ponad pół minuty przewagi nad Perezem, ale walka o podium była zacięta do ostatniego zakrętu. Niedługo przed metą Meksykanin popełnił błąd i na chwilę wyprzedził go Charles Leclerc z Ferrari, jednak reprezentant Monako nie był w stanie utrzymać tempa na śliskiej części toru i został wyprzedzony nie tylko przez Pereza, ale też przez Vettela.

Fin Kimi Raikkonen z Alfa Romeo zajął 15. miejsce, natomiast jego kolega ze sponsorowanego przez Orlen zespołu Włoch Antonio Giovinazzi nie ukończył rywalizacji.

Następny wyścig - o Grand Prix Bahrajnu w Sakhir - zaplanowano na 29 listopada. Sezon zakończy się w Abu Zabi 13 grudnia.