Wizualizuje sobie pan konkurs w Tokio? Śni się panu?
Paradoksalne jest to, że w ostatnich latach medalu nie przywiózł pan z imprezy, na której skoczył najwyżej. 5,90 w Berlinie dało czwarte miejsce. Niższe wysokości dawały medale mistrzostw świata. Statystyka jest kluczem do tego, żeby przewidzieć, co wydarzy się w Japonii?
Gdyby sport był aż tak przewidywalny, Amerykanin Sam Kendricks nie pokonałby w Dausze w 2019 roku Szweda Armanda Duplantisa na mistrzostwach świata.
W ostatnim czasie startów było już nieco mniej. "Podbijaliście" z trenerem Marcinem Szczepańskim formę?
Ostatnie lata pokazały, że w sprzedawaniu swojej formy na najważniejszych imprezach jest pan bardzo dobry. Dziewięć krążków z mistrzostw świata i Europy (ze stadionu i hali) to pokaźny dorobek, a tyczka jest obecnie na historycznie wysokim poziomie.
Jest w pana otoczeniu ktoś, kto najczęściej trafnie przewiduje jak skończą się dane zawody? Może to trener, a może żona ma lepszą intuicję?
Może po prostu tak dobrze pana znają i wierzą w pana?
Jest pan jednak optymistycznie nastawiony do życia.
Długo siedziało w pana głowie czwarte miejsce na igrzyskach w Rio?
Gdy słyszy pan o obostrzeniach, które panują w Japonii, to rusza pana? Wywołuje stres?
Ma pan jakieś amulety czy talizmany?