Spora część nagród i premii dla polskich olimpijczyków miała pochodzić od Zondacrypto. Jednak po wybuchu afery zawiązanej giełdą kryptowalut, która była jednym ze sponsorów PKOl na konta sportowców nie wpłynęły obiecane pieniądze.
Piesiewicz wywiązał się z obietnicy
Olimpijczycy czuli się poszkodowani i oszukani. Na Piesiewicza spadła fala krytyki. Prezes PKOl dla uspokojenia atmosfery zobowiązał się, że ureguluje wszystkie zobowiązania wobec sportowców.
Na poniedziałkowej konferencji prasowej Piesiewicz poinformował, że nie rzucał słów na wiatr. Zrobiliśmy to, wypełniliśmy wszystkie nasze zobowiązania. Pieniądze wynikające ze zobowiązań Zondacrypto, dzięki prywatnym sponsorom, dzisiaj rano zostały przelane na konta naszych sportowców i trenerów. Przypomnę, że odbyło się to bez udziału spółek Skarbu Państwa, bez pomocy państwa - poinformował szef PKOl.
Prezes PKOl nie wspomniał o Tomasiaku
Piesiewicz na koniec swojego krótkiego wystąpienia podziękował kilku osobom. W tym gronie jednak nie wspomniał o trzykrotnym medaliście olimpijskim, Kacprze Tomasiaku, którego mama w ostatnim czasie krytycznie wypowiadała się na temat prezesa PKOl.
Nasi sportowcy zawsze byli dla mnie najważniejsi. I tu chciałem bardzo serdecznie podziękować Władkowi, Pawłowi Wąskowi i dwóm trenerom, bo rozmowy z nimi i ich zrozumienie było niesamowite. Dziękuję im za to, że wytrzymali. Uwierzyli, że znajdę sponsorów, którzy pokryją te nagrody. Jestem z tego bardzo dumny - podkreślił Piesiewicz.