W autobusie zepsuł się silnik. Taka rzecz w trasie może zdarzyć się każdemu - powiedział PAP pytany o tę sytuację dyrektor Kęcki.

Reklama

Uspokajał emocje i stwierdził, że nie było mowy o zapaleniu się autokaru, jak głosiły pierwsze doniesienia w Internecie, ale po prostu zepsuty silnik zaczął się dymić.

Nikomu nic się nie stało. Autobusem podróżowały cztery osoby z naszej ekipy: fizjoterapeuta, młociarz Paweł Fajdek, jego trener Szymon Ziółkowski oraz biegaczka Martyna Galant. Każdy z nas jadąc PKS-em przeżył podobną historię. Nie ma w tym nic sensacyjnego. (...) Pojazd jechał z ośrodka treningowego, w którym polscy zawodnicy przygotowywali się do startu w igrzyskach, do wioski olimpijskiej. Wynajęty autobus to transport dobrej klasy. Przewieźliśmy nim 60-70 osób - wskazał Kęcki.

Przyznał, że firma transportowa szybko podstawiła pojazd zastępczy.

Jak autobus psuje się na drodze, to powstaje korek. No i jest to o tyle niekomfortowe, że trzeba poczekać jakiś czas przy drodze. Nie mam więcej do przekazania w sprawie zepsutego auta - powiedział Kęcki.