Igrzyska w Tokio mają stanowić ukoronowanie długiej i udanej kariery, a marzeniem i celem Lewandowskiego jest olimpijski medal.
Początek tej drogi już na igrzyskach nie był usłany różami. 34-letni zawodnik AZS UMCS Lublin na mokrej bieżni Stadionu Olimpijskiego przewrócił się na początku ostatniego okrążenia swojej serii eliminacyjnej. Najpierw zrezygnowany Polak chwilę siedział na bieżni, ale jednak postanowił dokończyć zmagania i dotarł do mety ponad minutę po zwycięzcy, którym był Kenijczyk Abel Kipsang.
Załamany wicemistrz Europy 2018 i brązowy medalista mistrzostw świata z 2019 roku popłakał się przed telewizyjnymi kamerami.
- mówił TVP ze łzami w oczach.
Jury bardzo szybko przeanalizowało jednak zapis wideo i uznało, że Polak został popchnięty przez jednego rywali. Błyskawicznie przy jego nazwisku w tabeli wyników pojawił się dopisek, że został dopuszczony przez sędziów do występu w półfinale.
Z tą wiadomość dotarł przed kamery Eurosportu, ale do sprawy podszedł ze spokojem i... krytycznie wobec siebie.
Cieszę się oczywiście, że dostałem szansę, ale nie będę skakał z radości. Planu dzisiaj nie zrealizowałem, bo moim celem było zakwalifikowanie się do półfinału z pewnej pozycji, a to się nie udało. Prawda jest taka, że trzeba o tym jak najszybciej zapomnieć, skreślić to całkowicie. Pojutrze nowe rozdanie kart - skomentował Lewandowski.
Jak dodał, będzie postępował według utartego wcześniej schematu i przygotowanego planu.
- tłumaczył.
Przyznał jednocześnie, że jego forma jest... piekielna.
podsumował szósty zawodnik na liście światowej w tym roku, który 9 lipca poprawił własny rekord Polski na 3.30,42.
Z każdego z trzech biegów eliminacyjnych awansowało po sześciu zawodników (plus dodatkowo Lewandowski) i jeszcze sześciu z najlepszymi czasami. W pierwszej serii szósty był Michał Rozmys.
Półfinały zaplanowano na czwartek, a finał biegu na 1500 m mężczyzn w stolicy Japonii odbędzie się w sobotę.