Na tyle dobry, że po jego zakończeniu szybko podpiszę kolejny kontrakt w Orlando. Chcę pokazać wszystkim, że mogą na mnie liczyć, że robię postępy. Teraz wszystko
jest w moich rękach, dopiero po sezonie do akcji wkroczą agenci negocjujący nową umowę. Chciałbym, żeby ta sprawa zostala zalatwiona szybko. Wtedy do polskich mistrzostw Europy
przygotowywałbym się z nową umową w kieszeni.
Pierwsza piątka zawsze gra na drugą, a ja zawsze walczę z Dwight'a. Ostatnio Dwight poprawił rzut z półdystansu, ale nie tak, jak ja. W tym elemencie wykonałem latem największy skok. Powinno
mi się łatwiej grać, bo jestem koszykarzem mądrzejszym, bardziej odpowiedzialnym i zdyscyplinowanym. Lepiej się poruszam po boisku, znam zagrywki. To wszystko powinno przełożyć się na
więcej minut na parkiecie. Liczę, że będę wchodził po Tony'm Battie'm, że będę zmiennikiem Dwighta, a czasem zagram razem z nim, na pozycji numer 4. Adonal Foyle też będzie grał, prawem
weterana, ale raczej jako człowiek do zadań specjalnych. Na przykład wtedy, gdy trzeba będzie zaopiekować się Shaq'iem.
Finaliści z poprzedniego sezonu, Celtics i Lakersi. Dorzuciłbym jeszcze Hornets i tradycyjnie Spurs. Ale dla mnie liczy się przede wszystkim Orlando. Chcę zostać mistrzem świata – w
Stanach tak mówi się na mistrzów NBA i myślę, że słusznie. Mamy szanse na tytuł, naprawdę. Takiego tercetu jak Dwight, Hedo Turkoglu i Rashard Lewis mogą nam pozazdrościć wszyscy.
To jakaś bajka wymyślona przez kogoś, kto nie umie przetłumaczyć z angielskiego na polski tego, co usłyszał. Ktoś mnie w Stanach zapytał, czy mam zamiar głosować na Obamę w wyborach
prezydenckich, więc zaśmiałem się i powiedziałem, że do głosowania potrzebne jest obywatelstwo, a ja na razie nie mogę liczyć nawet na zieloną kartę. Zapytano, czy przyjąłbym
amerykański paszport, więc powiedziałem, że kiedyś może zacznę się starać o obywatelstwo. To ułatwiłoby mi poruszanie. Kiedy lecimy na na mecz do Toronto, nie przechodzę odprawy razem z
kolegami, tylko biegam po kanadyjskie stempelki. Z obywatelstwem łatwiej żyłoby mi się w USA i... to wszystko. Amerykaninem nigdy nie będę.
Bo teraz moje życie jest w Orlando. Wstaję rano i wiem, jaki mam plan dnia, a w Polsce nie zawsze wiem, co ze sobą robić. Siłownie nie mają sprzętu, na którym przeprowadziłbym cały swój
program treningowy, nie pozwala na to także popularność. Dlatego szybko wróciłem do USA. A z Polską nadal mam kontakt, choćby przez jedną z internetowych gier strategicznych. Nie powiem
którą i jak się tam nazywam, bo zaczną mnie atakować inni użytkownicy, ale jestem w pierwszej setce na bodaj 12 tysięcy graczy.
>>>Gortat świetnie sobie radzi przed sezonem
Na razie mówi się, że nas ten dół na giełdzie nie dotyczy. A co do mnie, to... ja tylko zarobiłem na tym, co dzieje się w ekonomii. Zarabiam przecież w dolarach, a inwestuję w Polsce, w
nieruchomości, więc w ostatnim czasie moje zarobki, liczone w złotówkach, znacznie wzrosły. Giełdę omijam i tak chyba pozostanie. Jak popatrzyłem na kilku chłopaków z drużyny, to
stwierdziłem, że chyba trzeba im pozabierać żyletki. Jeden dowiedział się z porannej gazety, że przez dobę zbiedniał o pół miliona dolarów! Czyli moje roczne zarobki... Musieli go prawie
reanimować, chociaż wszyscy wiemy, że jak giełda spada, to kiedyś zacznie rosnąć. W każdym razie nikt w zespole z niego nie żartował, bo kilku jest w podobnej sytuacji.