Dziennik Gazeta Prawana logo

Liga NBA: Trzynasta wygrana z rzędu Cleveland Cavaliers

7 grudnia 2017, 11:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Lauri Markkanen i LeBron James
Lauri Markkanen i LeBron James/PAP/EPA
Cleveland Cavaliers pokonując Sacramento Kings 101:95 odnotowali trzynaste zwycięstwo z rzędu w lidze koszykówki NBA. LeBronowi Jamesowi, który niespełna 16 s przed końcem przypieczętował sukces gospodarzy, zabrakło jednej asysty do tzw. triple-double.

Poprzednio 13 kolejnych spotkań "Cavs" wygrali w marcu 2009 roku oraz na przełomie stycznia i lutego 2010 roku. Teraz pozostają niepokonani już od 11 listopada. Jeśli w piątek zwyciężą w Indianapolis z Pacers, ustanowią klubowy rekord.

James uzyskał 32 punkty i był najskuteczniejszy na parkiecie, a kluczowa okazała się jego "trójka" 15,8 s przed końcową syreną, po której gospodarze odskoczyli na pięć punktów (100:95). Jego dorobek uzupełniło 11 zbiórek i dziewięć asyst.

"Zagrał niesamowicie. Znowu" - powiedział o Jamesie kolega z zespołu Kyle Korver, który celnymi rzutami za trzy punkty pomógł "Cavs" odrabiać straty na początek czwartej kwarty. Jeszcze w trzeciej goście prowadzili różnicą 14 punktów.

Wśród pokonanych wyróżnił się Zach Randolph - 18 pkt, natomiast JaKarr Sampson ustanowił rekord życiowy zaliczając 16 zbiórek.

Mimo imponującej serii Cavaliers (18-7) wciąż ustępują w konferencji i w lidze Boston Celtics. W środę w 26. występie w sezonie odnieśli 22. zwycięstwo, pokonując przed własną publicznością Dallas Mavericks 97:90.

Kyrie Irving zdobył dla gospodarzy 23 punkty. Równie dobry mecz rozegrał Al Horford - 17 pkt oraz po osiem zbiórek i asyst. Popisał się ponadto trzema blokami i dwoma przechwytami.

"Przegapiliśmy nieobecność na parkiecie Irvinga, który zagrał w sumie tylko 32 minuty. Gdy siedział na ławce, mogliśmy przechylić szalę zwycięstwa na naszą stronę" - powiedział po meczu czołowy zawodnik Teksańczyków Niemiec Dirk Nowitzki, który uzyskał 16 punktów i miał sześć zbiórek. Trzy punkty więcej zaliczył Harrison Barnes.

Po raz dziewiąty w karierze triple-double (35 pkt, 11 zbiórek i 10 asyst) popisał się Kevin Durant w wygranym wyjazdowym meczu Golden State Warriors, którzy okazali się lepsi od Charlotte Hornets 101:87. W ekipie obrońców tytułu zabrakło kontuzjopwanych Stephena Curry'ego i Draymonda Greena.

"Czułem, że to jest dzień, w którym mogę zademonstrować pełnię swoich umiejętności, trików, akcji" - przyznał Durant, który tzw. triple-double odnotował po raz pierwszy w tym sezonie i po raz drugi, od kiedy reprezentuje barwy "Wojowników".

Najcelniej wśród gospodarzy rzucał Kemba Walker - 24 pkt.

Było to piąte z rzędu i siódme w ostatnich ośmiu spotkaniach zwycięstwo "Wojowników" (20-6), którzy na Zachodzie ustępują jedynie Houston Rockets (18-4).

Koszykarze Chicago Bulls nie utrzymali 16-punktowej przewagi z początku drugiej połowy i ulegli na wyjeździe Indiana Pacers 96:98. Najsłabszy zespół rozgrywek (3-20) przegrał po raz 10. z rzędu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj