Dorobek Hardena w tym spotkaniu to 32 pkt, 14 asyst i 12 zbiórek. Został siódmym zawodnikiem w historii NBA, który w pierwszym meczu w nowym zespole popisał się tzw. triple-double. Jako jedyny przy tej okazji przekroczył granicę 30 "oczek". Nikt wcześniej też od dwucyfrowej zdobyczy w trzech elementach statystycznych nie zaczął gry w barwach Nets.

Reklama

Słynnemu brodaczowi nie przeszkodził fakt, że nie miał wcześniej czasu na wspólne treningi z nową drużyną.

"Kiedy grasz z naprawdę dobrymi zawodnikami, to jest to dość łatwe" - podsumował.

Harden miał na myśli m.in. Duranta, który w sobotę także ustanowił klubowy rekord, zdobywając co najmniej 25 pkt w dziewiątym meczu z rzędu. Ponad 30 "oczek" rzucił po raz czwarty w tym sezonie, a Nets wygrali trzecie kolejne spotkanie.

Gospodarze dopiero w ostatniej kwarcie zdołali odskoczyć rywalom. Wcześniej zadanie znacząco utrudniał im m.in. Nikola Vucevic, zdobywca 34 pkt. Rezerwowy Terrence Ross dołożył 23.

Udany występ tego dnia zaliczył też Damian Lillard, który znacząco przyczynił się do tego, że jego zespół Portland Trail Blazers odrobił kilkunastopunktową stratę i ostatecznie pokonał we własnej hali rywali z Atlanta Hawks 112:106. 30-letni rozgrywający trafił 36 pkt, miał siedem asyst i tyle samo zbiórek. W ekipie gości, którzy ponieśli szóstą porażkę w siedmiu ostatnich meczach, prym wiedli Trae Young - 26 pkt i Clint Capela - 25.

Osłabiona brakiem m.in. Johna Walla i DeMarcusa Cousinsa drużyna Houston Rockets przegrała na wyjeździe z San Antonio Spurs 91:103, a grający bez kontuzjowanego Joela Embiida koszykarze Philadelphia 76ers ulegli w Memphis miejscowym Grizzlies 104:106. Najlepszym zawodnikiem w barwach gospodarzy był Ja Morant, który wrócił do składu po urazie kostki. W tym pojedynku rzucił 17 pkt i miał sześć asyst.