Spotkanie w Milwaukee poprzedziła ceremonia odsłonięcia baneru informującego o zdobytym tytule. Bucks najlepsi w NBA okazali się po raz drugi w historii, dokładnie po 50-letniej przerwie. Zawodnicy otrzymali także tradycyjne mistrzowskie pierścienie.

Reklama

Ten baner będzie to wisiał na zawsze. Każdy kto przyjedzie obejrzeć mecz w 2055 roku, mam nadzieję, że wszyscy będziemy jeszcze wtedy żyli, wciąż będzie go widział - powiedział gwiazdor Bucks Giannis Antetokounmpo.

26-letni grecki skrzydłowy, który otrzymał nagrodę dla najbardziej wartościowego gracza (MVP) finałowej serii, przez lato nie stracił formy. Zdobył 32 punkty, a także miał 14 zbiórek, siedem asyst oraz dwa bloki.

Jesteśmy częścią historii, to bardzo ekscytujące, ale na razie koniec z tym. Musimy skupić się na pracy, bo mamy nadzieję, że uda się powtórzyć ten sukces - dodał po meczu.

Bucks już w pierwszej kwarcie osiągnęli 18-punktową przewagę i do końca kontrolowali wydarzenia na parkiecie.

Wśród pokonanych na wyróżnienie zasługują Kevin Durant (32 punkty i 11 zbiórek) oraz rezerwowy Patty Mills (21 pkt). Australijczyk trafił siedem rzutów "za trzy" w siedmiu próbach.

Nie byliśmy wystarczająco dobrzy. Jeśli przeciwko mistrzom nie grasz na najwyższym poziomie, to nie zwyciężysz - przyznał trener Nets Steve Nash.

Reklama

Znacznie bardziej wyrównany mecz był w Los Angeles. Skład Lakers, mistrzów z 2020 roku, latem znacząco się zmienił. Do dwóch wielkich gwiazd LeBrona Jamesa i Anthony'ego Davisa dołączyła trzecia - Russell Westbrook. To spowodowało, że kadrę trzeba było uzupełnić graczami o niskich zarobkach.

Na razie ta koncepcja się nie sprawdza. "Jeziorowcy" przegrali wszystkie sparingi przed sezonem, a w starciu z Warriors ich wyróżniającymi się postaciami byli tylko James i Davies. Pierwszy uzyskał 34 pkt i 11 zbiórek, a drugi 33 pkt i 11 zbiórek. Natomiast żaden z ich kolegów nie zdołał osiągnąć pułapu 10 pkt. Westbrook trafił tylko cztery z 13 rzutów.

"Wojownicy" zaprezentowali za to bardzo zespołową grę. Aż sześciu ich koszykarzy zdobyło więcej niż 10 punktów. Najwięcej - 21 - miał Stephen Curry. Słynący ze strzeleckich umiejętności 33-latek tym razem trafił tylko pięć z 21 rzutów, ale nadrabiał wszechstronnością - miał również po dziesięć asyst i zbiórek. Tym samym osiągnął ósme w karierze triple-double i pierwsze od 2016 roku.

James oraz Davies świetnie grali przez pierwsze trzy kwarty i gospodarze mieli dziesięć punktów przewagi. Później jednak liderzy Lakers zaczęli pudłować, a Warriors bardzo szybko zniwelowali stratę i przejęli inicjatywę.