Na inaugurację rozgrywek Spurs przegrali u siebie z Charlotte Hornets 102:129, a Pacers ulegli na własnym parkiecie Washington Wizards 107:114.

Polak w pierwszej piątce

Obydwaj sobotni rywale to drużyny w przebudowie. Obydwa ich spotkania w minionym sezonie wygrali Pacers, ale w sobotę nie udało im się przedłużyć serii. W obecności 12 073 widzów w hali Gainbridge Fieldhouse w Indianapolis goście prowadzili od początku do końca, ale wygrali w dramatycznych okolicznościach.

Reklama

19-letni silny skrzydłowy Sochan ponownie rozpoczął mecz w pierwszej piątce Spurs. Jej skład był identyczny jak w inauguracyjnym spotkaniu przed dwoma dniami: z Austriakiem Jakobem Poeltlem na pozycji środkowego, Keldonem Johnsonem jako skrzydłowym oraz Tre Jonesem i Devinem Vassellem na obwodzie.

Reprezentant Polski pierwsze punkty zdobył już w pierwszej akcji zespołu, gdy otrzymał na prawej stronie podanie od Poeltla, zamarkował rzut z dystansu, minął Tyrese’a Haliburtona i trafił spod kosza o tablicę.

Reklama

Zszedł z parkietu po blisko sześciu minutach, mając w dorobku dwa punkty, dwie zbiórki i faul. Po pierwszej kwarcie Spurs prowadzili 36:26.

49 punktów w czwartej kwarcie

Na początku drugiej odsłony Sochan powiększył swój dorobek o dwa punkty, dobijając niecelny rzut Jonesa, miał też dwie zbiórki, ale po niespełna czterech minutach zszedł z boiska po trzecim faulu.

Jego koledzy powiększali przewagę, głównie dzięki znakomitej, 60-procentowej skuteczności rzutów za trzy punkty (12 celnych na 20 prób). Ostatnie takie trafienie Josha Richardsona (4/5 z dystansu) tuż przed przerwą dał „Ostrogom” najwyższe w meczu 15-punktowe prowadzenie (70:55).

Po przerwie Sochan, zapisał w statystykach niecelny rzut z dystansu i asystę do Richardsona, który trafiając piąty raz z dystansu powiększył przewagę do 20 punktów (92:72) w trzeciej kwarcie. W ostatniej odsłonie Polak nie oddał rzutu. W kilku akcjach dobrym ustawieniem w obronie uniemożliwił zdobycie punktów starającym się odrobić straty rywalom. Gdy schodził z parkietu na pięć minut przed końcem goście prowadzili 117:105.

Już pod jego nieobecność podopieczni trenera Ricka Carlisle, dzięki agresywnej obronie na połowie gości, zmniejszyli straty do jednocyfrowej różnicy. Sochan wrócił na chwilę na boisko w tych najbardziej nerwowych chwilach. Miał zbiórkę w obronie, ale zaraz w tej samej akcji stratę i opuścił parkiet. Osaczani na własnej połowie jego młodzi koledzy z zespołu (średnia wieku drużyny to 23,4 lata - najniższa w 27-letnim okresie pracy trenera Gregga Popovicha w klubie) także prześcigali się w niecelnych podaniach. Rywale, którzy w czwartej kwarcie zdobyli aż 49 punktów, doszli ich na jeden punkt na 6,7 s przed końcem regulaminowego czasu gry (135:134). Odwrócić losów spotkania jednak nie zdołali.

17 celnych rzutów za trzy punkty

Na końcowe zwycięstwo w zespole trenera Popovicha najbardziej zapracowali Richardson – 27 pkt, Johnson i Vassell – po 23 oraz Poeltl - 21 i osiem zbiórek.

W ekipie gospodarzy, w której szeregach zabrakło kontuzjowanego Mylesa Turnera (kontuzja kostki wyeliminowała go z gry na ponad tydzień) wyróżnili się Haliburton - 27 i Bennedict Mathurin - 26, który nie trafił jednak rzutu na dogrywkę.

W całym spotkaniu Spurs mieli 17 celnych z 31 rzutów za trzy punktu, Pacers tylko 11 z 35.

Sochan kończył drugi w karierze, a pierwszy zwycięski mecz w sezonie zasadniczym NBA po 21 minutach gry z dorobkiem czterech punktów (2/3 za dwa, 0/1 za trzy) i pięciu zbiórek (cztery w obronie), co jest drugim (wraz z Vassellem) osiągnięciem w zespole. Miał także asystę, stratę i trzy faule. Gdy przebywał na parkiecie, drużyna wygrała ten fragment dwoma punktami.

W najbliższym czasie czekają Spurs trzy kolejne spotkania na wyjeździe: już w niedzielę z Philadelphia 76ers, pierwszy dla polskiego jedynaka w NBA mecz dzień po dniu, oraz we wtorek i czwartek z Minnesota Timberwolves.