To jego drugie "srebro" w karierze. Pierwsze zdobył dwa lata temu w Pekinie. Teraz potwierdził, że nadal jest w światowej czołówce. Po zejściu ze stadionu tryskał humorem. – powiedział na początek do dziennikarzy.
On sam też się denerwował. Wiedział, jaka jest stawka i jak wiele od tego zależy. Niby wiedział, że jest w formie. Niby wiedział, jak ten bieg rozegrać, ale wiedza to nie wszystko. Trzeba to jeszcze wykonać. W finale jest ośmiu zawodników, każdy z nich chce stanąć na podium.
– zwrócił uwagę.
No i podjął. Jak zwykle słuszną, bo Kszczot – jak mówi o nim trener Zbigniew Król – to mistrz taktyki.
– analizował.
Mimo wszystko srebro to jego wielki sukces i on sam doskonale sobie z tego zdaje sprawę.
- zapewnił.
Czego zabrakło do złota? – powiedział.
Właśnie zwycięstwo Francuza (1.44,67) było dla niego największym zaskoczeniem. Tym bardziej, że w półfinale nie błysnął.
- przyznał.
Kszczot uzyskał najlepszy swój czas tego sezonu – 1.44,95, ale jest przekonany, że stać go na to, by z tego wyniku trochę urwać. Medal zadedykował żonie, która jest obecnie w siódmym miesiącu ciąży, a na świat ma przyjść Ignacy.
Polacy w dorobku mają cztery medale. We wtorek srebro dorzucił też Piotr Lisek w skoku o tyczce, a dzień wcześniej w rzucie młotem złota była Anita Włodarczyk, a brązowa Malwina Kopron.