Dziennik Gazeta Prawana logo

Tokio 2020. Pandemia "podarowała" Polakom nawet pięć medali

8 sierpnia 2021, 18:19
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Maria Andrejczyk
<p>Maria Andrejczyk</p>/PAP/EPA
O pięć medali mniej mogliby mieć polscy lekkoatleci, gdyby igrzyska w Tokio odbyły się zgodnie z planem, czyli przed rokiem. "Trudno gdybać, ale pandemia na pewno zmieniła układ sił. Pytanie, ile nam też zabrała" - mówi międzynarodowy sędzia Janusz Rozum.

Na pewno przed rokiem w stolicy Japonii nie mogłaby wystąpić Anita Włodarczyk. W zeszłym roku przeszła wiosną operację kolana i dosyć długo wracała do siebie. Rehabilitacja był żmudna i kosztowała ją sporo energii. W listopadzie wróciła do kołu i krok po kroku wracała do dyspozycji. Początek sezonu też nie był najlepszy. Pod wodzą nowego trenera Chorwata Ivicy Jakelica zmierzała po swoje trzecie olimpijskie złoto. Przed rokiem zmagania rywalek oglądałaby w telewizji.

Kolejnym przykładem jest Maria Andrejczyk. W Tokio wywalczyła srebro w rzucie oszczepem, do Japonii poleciała jako liderka światowej listy wyników. Rok temu już wprawdzie startowała, ale to był dopiero pierwszy jej rok po serii kontuzji i czterech operacjach. Jej forma była bardzo niestabilna i rzuty powyżej 60 metrów zdarzały się sporadycznie.

Jeszcze innym przypadkiem jest Patryk Dobek, który w Tokio pobiegł po brąz na dystansie 800 m. Jeszcze rok temu tej konkurencji w ogóle nie uprawiał. W listopadzie 2020 trafił jednak pod skrzydła specjalisty od tego biegania dwóch okrążeń Zbigniewa Króla. I wtedy zaczęła się jego wielka przygoda. Najpierw złoto halowych mistrzostw Europy w Toruniu i szok kibiców, ekspertów, rywali i jego samego. Ale nawet wtedy mówił jeszcze, że nie rozstał się całkowicie z konkurencją 400 m ppł. W stolicy Japonii nastąpił jednak chyba ostateczny rozbrat.

Trudno przypuszczać, żeby rok temu medal miała też Malwina Kopron, która w Kraju Kwitnącej Wiśni wywalczyła brąz w rzucie młotem. W marcu musiała nieoczekiwanie przejść zabieg chirurgiczny, a w sezonie najlepszy rezultat miała 74,18. To w tegorocznym konkursie dałoby jej szóste miejsce.

Po złoto byłoby bardzo trudno pójść chodziarzowi Dawidowi Tomali, który w Sapporo wygrał rywalizację na 50 km. On przed rokiem specjalizował się jeszcze na dystansie 20 km i nikt nie przypuszczał, że postanowi go przedłużyć. Jak się okazało, by to strzał warty tytułu mistrza olimpijskiego. To jak - ocenia Rozum - największa sensacja w historii polskiej lekkoatletyki.

Zloto Tomali największą sensacją 

- ocenił.

Medalistką olimpijską nie byłaby też Natalia Kaczmarek. Wprawdzie miałaby szansę, by załapać się do sztafetowej szóstki, ale mało prawdopodobne by było, że pobiegłaby w którejkolwiek sztafecie. W tym sezonie stała się liderką 400 m i do domu wróciła ze złotym i srebrnym medalem.

 - powiedział Rozum.

Igrzyska w Tokio zakończyły się w niedzielę, kolejne są planowane za trzy lata w Paryżu. Lekkoatleci zdobyli dziewięć z 14 medali.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj