Rafał Majka wyszedł w sumie obronną ręką, spadając z trzeciej pozycji na piątą.

Reklama

Na trasie z Ponte di Legno do Val Martello długości zaledwie 139 kilometrów znajdował się najwyższy szczyt tegorocznej edycji Giro, Passo di Stelvio, 2758 metrów nad poziomem morza. Kolarze jechali tam pośród zwałów śniegu, w temperaturze zero stopni. W ubiegłym roku z powodu niewiele gorszych warunków atmosferycznych, etap ten został odwołany. Na tym się jednak nie skończyło, ponieważ meta znajdowała się na końcu stromego podjazdu na wysokości 2059 metrów.

Od początku trasy aktywny był Kolumbijczyk Nairo Quintana, ale do pewnego momentu nie ustępowali mu zawodnicy należący do ścisłej czołówki, a wśród nich Rafał Majka. Sytuacja zaczęła się zmieniać na ostatnich kilometrach. Quintana, który od dobrych kilku minut był już wirtualnym liderem, przeciął samotnie linię mety. Osiem sekund po nim zameldował się Kanadyjczyk Ryder Hesjedal. Trzeci był Francuz Pierre Rolland, który do pewnego momentu jechał z nimi w tercecie.

Majka był siódmy ze stratą 4 minut i ośmiu sekund do zwycięzcy. W rezultacie Polak jest piąty w klasyfikacji generalnej. Od Quintany dzielą go trzy minuty i 28 sekund,. Drugi jest dotychczasowy lider Rigoberto Uran, trzeci Australijczyk Cadel Evans, a czwarty Pierre Rolland.

W środę kolarze będą mogli nieco odsapnąć: 208-kilometrowy długości etap z Sarnonico do Vittorio Veneto określony został jako płaski. Z ponad 900 metrów kolarze zjadą na 132 metry nad poziomem morza. Góry powrócą w czwartek.

Reklama