Pytanie, które najczęściej ostatnio zadawali panu dziennikarze, od ponad tygodnia jest już nieaktualne. Przedłużył pan umowę ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce o kolejne cztery lata na prowadzenie reprezentacji. Dosyć długo trwało dopełnienie tych formalności?
Od spotkań z Rumunią i Serbią w eliminacjach mistrzostw Europy minęło już trochę czasu. Ochłonął pan już po tych meczach na tyle, aby spokojnie przeanalizować te przegrane spotkania?
Po tych spotkaniach spadła na pan fala krytyki. Bardzo pana zabolały opinie niektórych osób?
Krytykowano pana zwłaszcza za, nazwijmy to, starcie z Krzysztofem Łyżwą?
Krzysztof Lijewski zrezygnował z gry w kadrze, nad podobnym krokiem zastanawiają się Karol Bielecki i Sławomir Szmal, ikony polskiej reprezentacji. Kiedyś ten moment musiał nadejść?
Michał Jurecki to zawodnik, wokół którego będzie pan budował reprezentację na najbliższe lata? My nie mamy takich możliwości w piłce ręcznej jak Francja, Niemcy czy Dania. W Polsce, jeśli dobrze pamiętam, piłkę ręczną uprawia mniej niż 26 tysięcy osób, i to licząc kobiety i mężczyzn. We Francji czy w Niemczech piłkę ręczną uprawia ponad milion zawodników i zawodniczek, więc o czym my mówimy. Dajcie nam spokojnie pracować. Chciałbym, aby podobnie było z trenerem żeńskiej reprezentacji, aby też zbudował zespół, który awansuje na igrzyska olimpijskie w Japonii. Nie krytykujcie na samym początku naszej drogi. Dajcie nam w spokoju popracować dwa, trzy lata.
Zmiana pokoleniowa jest nieuchronna. Lepiej ją zrobić teraz, niż rok przed olimpiadą?
Z pana słów wynika, że najbliższe mistrzostwa świata i Europy będą poligonem doświadczalnym dla młodych zawodników, aby zaprawili się w bojach i poznali klimat wielkiej imprezy?
Muszą gdzieś zdobywać doświadczenie...
Przed panem ciężka, wyboista droga do igrzysk olimpijskich w Tokio. Widać jednak wyraźnie, że wierzy pan w powodzenie tej misji.