"Cały ten konkurs, oczekiwanie na CV kandydatów, to był . Na zgłoszenia tych trenerów, na których naprawdę zależało Grzegorzowi i Antkowi Piechniczkowi, nie czekano. Grzesiek po prostu się z nimi skontaktował i zbadał sprawę" - mówi nam jeden z członków zarządu związku.
"Konkurs ofert? Miał poprawić wizerunek, a jakże. Ale również kilku ludzi z wydziału szkolenia otworzyło furtkę w razie, gdyby chciał się zgłosić ktoś sławny i utytułowany z zagranicy. To miała być szansa dla kogoś, kto jest i świetnym, charyzmatycznym trenerem, i nie będzie żądał zbyt dużo pieniędzy. No i szansa dla PZPN. Moglibyśmy wtedy powiedzieć: . Oczywiście wydział nie doczekał się nikogo, kto by rzucał na kolana" - dodaje.
Lato ma w czwartek przedstawić swojego kandydata zarządowi związku. Jeśli członkowie władz PZPN tę kandydaturę przegłosują, to będzie ostatni odcinek nużącego serialu pod tytułem "Kto na stałe zastąpi Leo?". Jeszcze tylko oficjalna konferencja prasowa kilka dni później i koniec - PZPN skupi się na snuciu świetlanych planów, , bo media skupią się na nowym selekcjonerze.
Pierwotnie jego nazwisko miało zostać przedstawione opini publicznej 3 listopada. "Prawdopodobnie ta data ulegnie przesunięciu i wszystko może zdarzyć się wcześniej" - powiedział Lato.
Jak się dowiedzieliśmy, zarząd poprze kandydata Laty. Kto nim będzie? Na pewno nie trener zagraniczny. Prezes PZPN w miarę poważnie potraktował tylko jednego obcokrajowca - , z którym spotkał się w cztery oczy w Pradze (no, niezupełnie w cztery, bo w asyście tłumacza). Rozmowa jednak i tak była kurtuazyjna. Do , którego Lato określił jako najpoważniejszego kandydata z zagranicy, prezes miał zadzwonić.
Natomiast o wiele więcej czasu i energii poświęcił Polakom. mija często w siedzibie PZPN, ale były trener Cracovii po dwóch przegranych meczach z Czechami i Słowacją sam się skreślił. jeszcze w zeszłym tygodniu nie potrafił się określić, czy jest zdecydowany, aby objąć kadrę. Do Lato miał zadzwonić, a przez telefon takich spraw się nie załatwia.
Pozostała tylko dwójka - i . Z tym pierwszym Lato rozmawiał kilkadziesiąt minut w przyjacielskiej atmosferze. Ustalono nawet warunki finansowe ewentualnego kontraktu. Z Kasperczakiem prezes spotkał się wczoraj w Krakowie.
"Spotkanie było rzeczowe i konkretne. Równie przyjemne, co z trenerem Smudą" - powiedział Grzegorz Lato w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".
W tej chwili obaj mają praktycznie równe szanse. Wszystko rostrzygnie się w dyskusji między Latą, a Piechniczkiem. "Z obu panami spotkałem się w miłej atmosferze. Rozmowa była konstruktywna, przekonująca" - mówi nam Kasperczak. "Dużo rozmawialiśmy na temat sposobu prowadzenia kadry, padały pytania na temat mojej wizji drużyny, prowadzenia zespołu. Czy jestem smutny? Nie, wręcz przeciwnie. Mój głos o niczym nie świadczy. Ja swoje zrobiłem, jestem zadowolony, choć jeszcze nikt niczego mi nie obiecał".
Tak więc Smuda, czy Kasperczak? - upiera się Lato. "W środę zapoznam się jeszcze z opinią specjalnej komisji, która ma swoich faworytów. Czy w czwartek zarząd przegłosuje mojego kandydata? Może tak, a może nie".
Ta "specjalna komisja" składa się z pięciu osób: Dariusza Śledziewskiego, przewodniczącego Wydziału Szkolenia, Antoniego Piechniczka, wiceprezesa związku, Jerzego Engela, dyrektora sportowego PZPN, Andrzeja Strejlaua, prezesa Stowarzyszenia Trenerów oraz Wojciecha Łazarka, szefa Komisji Wysokiego Wyczynu i Reprezentacji. Spośród kilkunastu kandydatów mieli wybrać dwóch, trzech, których zarekomenduje Lacie.
". Oczywiście obaj Polacy będą tymi, z którymi spotkał się Lato. Bo Grzegorz cały czas jest w kontakcie telefonicznym z co najmniej dwoma członkami komisji i przekazuje im opinię. A oni tę opinię, że tak powiem, realizują" - powiedział nam członek zarządu. "W ten sposób . Bo jego kandydat okaże się nie tylko <jego> faworytem, ale i faworytem pięciu ludzi, którzy bardziej niż on znają się na sprawach szkoleniowych".
Wczoraj komisja obradowała do wieczora. Bardzo burzliwie. "Kandydatów już wybraliśmy. Teraz omawiamy jeszcze sprawy organizacyjne" - powiedział nam Łazarek.