(0:0)
Początek eliminacji beznadziejny. Polacy zagrali słabo i przegrali w Bydgoszczy z Finami 1:3. Przypomniały się upiory z przeszłości. Cztery lata wcześniej nasi piłkarze przegrali u siebie z
Łotyszami w eliminacjach do poprzedniego Euro i na turniej nie pojechali. Media krytykują nowego trenera Leo Beenhakkera.
(1:0) -
Po dotkliwej porażce z Finami, Biało-czerwoni wreszcie zaprezentowali się jako tako. Zremisowali przy pustych trybunach w Warszawie z Serbią. Kibice obawiali się, że znowu dadzą plamę. Na
szczęście pierwszy z serii kapitalnych meczów zagrał odkryty przez Beenhakkera Radosław Matusiak. Jeszcze wtedy - mało znany piłkarz GKS Bełchatów
(0:0)
Pierwsze zwycięstwo polskich piłkarzy. Planowe i jak najbardziej zasłużone. Chociaż podopieczni Leo Beenhakker długo się męczyli. Upragnione zwycięstwo zapewnił nam Ebi Smolarek. To był
jego pierwszy gol w eliminacjach. Kibice jeszcze wtedy nie wierzyli, że to on będzie bohaterem. Wszyscy liczyli na to, że to bramki Żurawskiego będą decydowały o wygranych.
(2:0)
Kibice byli zgodni. To był jeden z najlepszych meczów reprezentacji Polski od wielu lat. Niesieni dopingiem 40 tysięcy kibiców na Stadionie Śląskim fani z zapartym tchem oglądali jak Ebi
Smolarek rozbija w puch obronę jednej z najlepszej drużyn świata. Po raz pierwszy media zaczęły przebąkiwać, że awans do Euro może nie jest poza naszym zasięgiem.
(0:1)
Zwycięstwo nad Portugalią dodało sił naszym piłkarzom. Do Belgii polecieli po trzy punkty i wrócili z nimi. Zapewnił je Radosław Matusiak już na początku meczu. Po tym spotkaniu już nikt
nie miał wątpliwości - Biało-czerwoni po raz pierwszy mogą awansować do mistrzostw Europy.
(3:0)
Faworyt był jeden. Kibice zastanawiali się tylko ile goli Polacy strzelą Azerom. Jedną, dwie, trzy? To co działo się na boisku przeszło wszelkie oczekiwania. Już po dwóch minutach
prowadziliśmy 2:0. Skończyło się na okazałym 5:0 i czwartym zwycięstwie z rzędu.
(1:0)
Po efektownym zwycięstwie nad Azerbejdżanem wszyscy liczyli, że na kolejne. W Kielcach reprezentacja zagrała z Armenią. Tym razem padła tylko jedna bramka, ale bardzo znacząca. Zdobył ją
Maciej Żurawski. Po raz pierwszy okazało się, że Don Leo dobrze robi stawiając na rezerwowego Celtiku Glasgow.
(1:0)
Zaczęło się źle. Tym razem to Azerowi już na początku strzelili nam gola. Na szczęście od czego mamy w kadrze Ebiego Smolarka i Jacka Krzynówka. Trzy gole naszych gwiazdorów w końcówce i
szóste zwycięstwo z rzędu w tym eliminacjach stało się faktem.
(0:0)
Siódmej wygranej z rzędu juz nie było. Polacy w roli faworytów zawiedli na całej linii. W ciągu czterech dni zmienili się nie do poznania. Nikt nie liczył na efektowną wygraną, ale
przegrać z Armenią to już kompromitacja.
(0:1)
To był mecz prawdy. Porażka mogła pogrzebać nasze szanse na awans do Euro 2008. Sytuacja na boisku zmieniała się jak w kalejdoskopie. Objęliśmy prowadzenie po strzale Marcina Lewandowskiego,
ale potem dwa gole strzelili Portugalczycy. Dopiero w ostatnich minutach remis uratował nam Jacek Krzynówek.
Po fantastycznym meczu na Stadionie Światła w Lizbonie, Polacy pojechali do Finlandii. Zwycięstwo mogło już dać awans do Euro 2008. Ale w Helsinkach już tak łatwo o strzelanie goli nie było.
Biało-czerwonym nie udało się pokonać Jussiego Jaaskalainena. Na szczęście remis i tak ich przybliżył do awansu.
(0:1)
W meczu z Kazachstanem piłkarze Leo Beenhakkera mieli tylko jeden cel. Za wszelką cenę pokonać rywali. Po pierwszych 45 minutach było źle - przegrywaliśmy 0:1. Po przerwie na stadionie Legii
wysiadło oświetlenie. To był punkt zwrotny. Trzy bramki Ebiego Smolarka i historyczny awans do mistrzostw Europy był już na wyciągnięcie ręki.
(1:0)
Wystarczyło tylko postawić kropkę nad "i". Mecz z Belgią na wypchanym do ostatniego miejsca Stadionie Śląskim idealnie się do tego nadawał. Niesieni dopingiem
Biało-czerwoni pewnie wygrali i awansowali do Euro 2008. Bohaterem jak zwykle został Ebi Smolarek, który wpakował Belgom dwa gole.
(0:1)
Ten mecz już nie miał żadnego znaczenia. Ale i tak na belgradzką Marakanę ściągnęły tysiące kibiców. Zresztą poza "polskim" sektorem reszta stadionu świeciła pustkam.
Podopieczni Leo Beenhakkera prowadzili już 2:0, ale w końcówce stracili dwie bramki i ostatecznie zremisowali. Ale to i tak wystarczyło do zajęcia pierwszego miejsca w grupie...